sobota, 16 lutego 2013

Rozdział 38


Po zwycięskim meczu z Olsztynem, samopoczucie i pewność siebie Zbyszka na boisku zdecydowanie wzrosły. Zaczął spędzać, ze mną każdą wolną chwilę. Przychodził do nas często na kolacje i zapraszał na spacery. Teraz widocznie angażuje się w związek, nie mam co do tego żadnych zastrzeżeń. Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa, moje wszystkie obawy o nasz związek zniknęły. Całe moje szczęście i radość ujawniały się na uczelni. Wszystkie sprawdziany zdawałam śpiewająco, aż Adam sam się dziwił. No i Magdzie przede wszystkim kopara opadła gdy zobaczyła moją piąteczkę, ona niestety musiała się niestety pocieszyć wymuszoną trójeczką. Profesorek też dał mi spokój, przynajmniej na ten czas. Nie daje głupich odzywek i nie uśmiecha się chamsko, co mnie kiedyś bardzo irytowało. Magda tez się uspokoiła, ale martwię się, że to może być tylko cisza przed burzą. Nigdy nic nie wiadomo. Ale ja nadal nie powiedziałam Zbyszkowi o jej incydentach. Ostatnimi czasy bardzo o tym zapominam, a wiem, że nie powinnam, bo szczerość w związku to podstawa. A Zbyszek zasługuje na to aby wiedzieć co się dzieje.  Na razie jest spokój, z tego się cieszmy. Musze powiedzieć, że związek Kaśki i Alka naprawdę kwitnieje, mój brat naprawdę o nią dba. Kaśka jest dla niego najważniejsza i skoczyłby za nią w ogień tak samo jak Zbyszek, angażuje się w związek, i pomyśleć że trzy miesiące temu zerwaliby o to. Na szczęście Alek dzięki mnie umówił się z Kaśką i wszystko wyjaśnił. Ona też jest cierpliwa i wyrozumiała, czeka na niego po każdym meczu, kibicuje, jest z nim zawsze, wspiera go. Aż miło się patrzy na taki związek, bo jak tak widzę, to mało takich jest, a szkoda. Z Iwanem, ani Olgą nie miałam najmniejszego kontaktu od jakichś dwóch tygodni. Zaczęli z pewnością studia, to to na pewno, ale co więcej nie wiem. Ona zawsze  była dostępna na facebook’u, Skyp’ie..a teraz nic. Cisza. Mam nadzieję, że odezwie się w najbliższym czasie. A on, w sumie to nawet nie wiem po co miałby się odzywać. Z moich rozmyślań wyrwał mnie jednak Alek.

-Siostra, mama dzwoni! – krzyknął na całe mieszkania. No tak, z nią też nie miałam od dłuższego czasu kontaktu. Stęskniłam się bardzo, to to na pewno. Przed wyjazdem do Polski widywałam się z nią codziennie, a teraz nie. Trudno mi jest czasami, ale nawet nie czuję, kiedy ten czas upływa. Nauka, dom, Zbyszek, nauka, znajomi, i tak w kółko. Pozostały nam tylko telefony, ale zawsze coś. Szybko podbiegłam do telefonu mało co nie zabijając się o własne nogi.

-Czeeeeść mamuś – rzuciłam radośnie, odbierając słuchawkę od brata.

-No cześć córeczko, co tam słychać? – zapytała tym swoim ciepłym, spokojnym głosem.

-A nic ciekawego, skończyłam na dziś naukę i zaraz zbieram się na mecz z Alkiem, grają dziś z Jastrzębskim Węglem – powiedziałam uśmiechnięta, mrugając okiem do brata stojącego obok.

-Na pewno wygrają, powiedz im, że trzymam za nich kciuki – odparła.

-Bez Twoich kciuków też wygrają – wyszczerzyłam się do słuchawki jak głupi do sera -A ty jak tam żyjesz? – zapytałam szybko.

-Jakoś. Ale bez Ciebie w domu jest tak cicho. Gdy jeszcze byłaś w Białorusi, zawsze było coś do roboty, do pośmiania, pogadania, a teraz tak pusto jest troszeczkę. Sąsiadki mnie odwiedzają, twoje ciotki, wujkowie, ale to nie to samo..

-Mamo, zrozum to. Mi też Ciebie brakuje, ale muszę się kształcić i wreszcie dorosnąć. Polska to wspaniały kraj i mam osoby, które kocham i ułatwiają mi pobyt tutaj – uśmiechnęłam się lekko do brata.

-Wiem. A no właśnie! Co tam u was? No wiesz, u Ciebie i Zbyszka? – zapytała na jednym tchu. Uśmiechnęłam się do słuchawki.

-Dobrze, nawet bardzo dobrze. Fajnie się rozumiemy, nie sprzeczamy, jest nam świetnie ze sobą – powiedziałam szybko patrząc na Alka, oparł się o ścianę i uśmiechnął gdy to mówiłam.

-Cieszę się kochanie, że znalazłaś sobie taką osobę, nawet nie wiesz jak bardzo. Pozdrów go tam ode mnie. No i mam nadzieję, że się spotkamy przy najbliższej okazji – powiedziała radośnie. Rzeczywiście, widzieli się tylko raz, i to nie za bardzo w dobrych warunkach. W szpitalu u Iwana, i to krótko. Rozmawiali ze sobą nie całe  kilka minut.

-Też tak myślę, wiesz co mamuś, daję Ci Alka, bo bardzo się niecierpliwi – powiedziałam spoglądając na brata.

-Dobrze córeczko, tylko bądź grzeczna.

-Przecież jestem. Na razie mamuś – odparłam i podałam bratu słuchawkę. Ja natomiast poszłam do łazienki aby przebrać się na mecz, który miał się rozpocząć za niecałe 2 godziny. Gdy wyszłam z pomieszczenia, już ubrana i wymalowana, Alek nadal rozmawiał z mamą przez telefon. Synalek mamusi. No teraz żartuję, ale tak naprawdę, to się mu nie dziwię. Dłużej jej nie widział, ani z nią nie rozmawiał, ode mnie. Gdy zobaczył moją osobę pożegnał się z mamą i od razu poszedł do garderoby. Nie minęło kilka sekund a ten był już z powrotem.

-Trzymaj, Zbyszek kazał Ci to przekazać – powiedział uśmiechnięty, podając mi średnio-dużą, czarną torebkę. Zmarszczyłam brwi, nie wiedziałam co to jest. Nerwowo ją otworzyłam. Gdy zobaczyłam jej zawartość, uśmiechnęłam się od ucha do ucha.

-Ten czub jest pamiętliwy – powiedziałam po cichu wyciągając z torebki koszulkę klubową Asseco Resovii z numerem 9 i nazwiskiem Bartman. No tak, kiedyś miałam się zjawić w takiej na którymś z meczów Resovii. Obiecałam mu to. Wyszczerzona poleciałam szybko do pokoju i przebrałam obecną bluzę na koszulkę Bartmana. Cieszyłam się jak dziecko. Wyjechaliśmy za jakieś pół godziny i byliśmy dużo przed czasem. Alek poszedł do szatni się przebrać a ja poszłam na korytarz i czekałam na Resoviaków by się z nimi przywitać.  Po kilku minutowej przechadzce po korytarzu poczułam, że ktoś łapie mnie za biodra i przerzuca na swoje ramię. Nie musiałam widzieć, wiedziałam, że to był Zibi. Z daleka poznam te perfumy. No i jego uścisk, taki ciepły, jedyny w swoim rodzaju.

-I jest mój numer dziewiąty! – powiedział uśmiechnięty dając mi całusa w policzek.

-A myślałam, że jestem dla Ciebie numerem jeden, no! – powiedziałam „obrażona”. Założyłam ręce na klatkę piersiową i wpatrywałam się w jego oczy.

-Chodziło mi o koszulkę głuptasie – powiedział podchodząc do mnie i przytulając do siebie.

-Powiedzmy, że ci wierzę – dałam mu kuksańca w bok i mocno pocałowałam go w usta – Zmywam się na trybuny, Jastrzębianie już się rozgrzewają, wy też chyba powinniście – powiedziałam szybko po czym mrugnęłam okiem do atakującego.

-Już, już królewno – uśmiechnął się szeroko. Ja tylko odwróciłam się na pięcie i poszłam na trybuny po czym zajęłam swoje miejsce. Zdjęłam ramoneskę i zaczęłam przypatrywać się zawodnikom na boisku. Byłam naprawdę ciekawa dzisiejszego wyniku. Obie drużyny są świetne, zgrane no i pokazują potencjał. Ciekawe co pokaże dzisiejszy mecz.
O godzinie 17 zaczęło się spotkanie. Poziom był naprawdę wyrównany, szli łeb w łeb, jednakże końcówka seta należała zdecydowanie do Asseco Resovii. W drugiej partii gospodarze również w ostatniej chwili przechylili losy rywalizacji na swoją stronę. W trzeciej partii Resovia miała już kilka punktów przewagi, ale doszło do emocjonującej końcówki. Nie obyło się bez zdzierania sobie gardła- bo przecież to już tradycja na meczu. Ostatni punkt zdobył Zbyszek zaakcentował w ten sposób swoją dobrą grę. Cieszyłam się jak oszalała. Po spotkaniu, Jastrzębianie byli dosyć przygnębieni porażką, ale kto by nich miejscu nie był. Jednakże ich gra była świetna. Przegrali popełniając najprostsze błędy, które za Chiny nie powinny mieć miejsca. Ale tak już jest, wygrywają lepsi. Po kilu minutach ogłosili zawodnika meczu, nie został nim nie kto inny, jak Zibi. Należało mu się, to, co wyprawiał dziś na zagrywce i ataku było godne podziwu. Wariował dziś na boisku. Podbiegłam szybko do barierek a potem udałam się w stronę korytarza, aby jako pierwsza pogratulować chłopakom.
-Stary gratulacje, należało Ci się – usłyszałam wchodząc na korytarz. Zauważyłam Zbyszka rozmawiającego z zawodnikiem Jastrzębskiego Węgla, nie znam mężczyzn, którzy grają w tym klubie. Więc nie kojarzyłam tego chłopaka. Chciałam po cichu wyjść z pomieszczenia aby im nie przeszkadzać, ale moje graślastwo wygrało. Wychodząc zahaczyłam ręką o klamkę, przy czym uderzyłam się o drzwi. Może nie zrobiłam zbyt dużego hałasu, ale było na tyle głośno, że obie pary oczu były skierowane na mnie.

-Ola! – krzyknął Bartman i do mnie podbiegł – Nic Ci nie jest? – zapytał czule całując mnie w policzek.

-Od siniaka się nie umiera, będę żyć, głupku. Gratulacje ! – powiedział radośnie i rzuciłam mu się na szyję – Świetny mecz. Pokazaliście na co was stać – odparłam uśmiechnięta, czochrając jego włosy. Kątem oka zauważyłam że mężczyzna, z którym rozmawiał Bartman, cały czas się na nas patrzy i uśmiecha.
-Przeciwnika mieliśmy twardego, ale daliśmy radę – odwrócił się i mrugnął do chłopaka – No właśnie! – krzyknął jakby go coś olśniło i wziął mnie za rękę.

-Ola, to jest Michał Kubiak, mój przyjaciel. Michał poznaj moją dziewczynę, Olę – przedstawił nas sobie. Był naprawdę przystojnym i miłym z wyglądu facetem. Ten mecz musiał być dla Zbyszka i niego naprawdę emocjonujący, są przyjaciółmi a znajdują się w przeciwnych drużynach. Nono, ale taka jest filozofia. Ktoś musi wygrać. Dzisiaj tym kimś była Resovia.

-Miło mi Cię poznać. Zbyszek mi dużo o Tobie opowiadał – uśmiechnął się wesoło i podał mi rękę.

-Mi też miło Cię poznać. Tak? Oooo, to ciekawie. Mi niestety o Tobie nic nie wspominał..- westchnęłam lekko.

-Dzięki stary, tak mnie lubisz- powiedział Michał dając Bartmanowi kuksańca.

-Nie było okazji no- powiedział przeczesując ręką włosy, był lekko speszony.

-To może kiedyś się jeszcze spotkamy i poznamy lepiej? – zapytałam ochoczo, patrząc na obu mężczyzn.

-Jestem za! Ale w najbliższym czasie odpadam, nie dam rady się wyrwać- powiedział uśmiechając się lekko.

-Praca? – zapytałam, pokiwał tylko twierdząco głową – To się ugadamy jeszcze – powiedziałam szybko i uśmiechnęłam się szeroko.

-Pewka.

-Będę się już zbierać.. chłopaki na mnie czekają – powiedział do nas Michał.

-Dobra, trzymaj się tam stary – odparł Bartman.

-Świetny mecz, gratuluję! – powiedziałam za Michałem. Ten tylko się uśmiechnął i pomachał nam na pożegnanie. Po jego wyjściu odwróciłam się do Zbyszka i mocno go przytuliłam.

-Cieszę się, że go poznałaś, jakby nie patrzeć. To jedna z najważniejszych osób w moim życiu – powiedział czule gdy wtulałam się w jego tors.
________________________________
Tamtadamtamtam! :D Wróciłyśmy :D
Dziękujemy wam za wszystkie komentarze, dają nam niesamowitego kopa i motywację do dalszego pisania! No i przede wszystkim, w tym tygodniu wybiło nam 20000 wyświetleń ;O Przeżyłyśmy ogromny szok :D Jesteśmy szczęśliwe, jak jeszcze nigdy dotąd :D W życiu się tego nie spodziewałyśmy :D Jeszcze raz dziękujemy i pozdrawiamy bardzo serdecznie!  :D 

niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 37


 Gdy byłam na korytarzu od razu skierowałam się w stronę uchylonych drzwi prowadzących na halę. Leciutko je uchyliłam i weszłam do pomieszczenia. Było puste gdyż kibice będę wchodzić na halę za dobrą godzinę. Dokładnie się po niej rozejrzałam i wyszłam na boisko, niby jestem tu na treningach i widziałam go tyle razy, ale to nie to samo. Na treningach było tu zawsze głośno, piski butów, dźwięk odbijanej piłki i krzyki chłopaków. Teraz było tu tak cicho i pusto. Wspaniałe miejsce do posiedzenia w ciszy i pomyślenia nad życiem. Tak tez zrobiłam, obeszłam całe boisko w poprzek i usiadłam na parkiecie opierając się o bandy. Zmrużyłam oczy i pozwoliłam aby moje myśli mną zawładnęły. Posiedziałam tak kilka minut, i muszę przyznać, że dobrze mi to zrobiło. Pomyślałam nad wszystkim i nad niczym, przypominając sobie wspomnienia te z Polski i z Białorusi, no i oczywiście Lotmana „ekshibicjonistę”. Nie chciałam się ruszać, chciałam siedzieć tak cały czas. Mój spokój nie trwał za długo, niestety. Poczułam jak ktoś nagle, ale za to jak delikatnie musnął moje wargi. Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam uśmiechniętego Zbyszka.

-Nie uśnij mi tu – powiedział siadając koło mnie.

-Aaa wiesz, że bym chciała? – uśmiechnęłam się szeroko opierając się o jego silne ramię.

-A wiesz, że nie możesz? – odpowiedział pytaniem na pytanie.

-A czemuż to? – zmrużyłam oczy.

-Bo zacznę cię łaskotać, a to natychmiastowo Cię pobudzi – wyszczerzył się dumnie.

-Spadaj..- przymrużyłam lekko oczy i położyłam głowę na jego kolanach.

-Nie za wygodnie? – zapytał z ironią.

-Bywało lepiej, ale nie narzekam.. bo wiesz takie twarde są trochę.. – uśmiechnęłam się szeroko.

-Jak to z kolanami bywa.. – głośno westchnął i zaczął nie łaskotać, dźgać, i wszystko co najgorsze. Jednym słowem – wszystko, co sprawiało, że miałam ochotę wybuchnąć ze śmiechu. Nie pozostałam mu dłużna, też położyłam się na nim i zaczęłam się z nim drażnić.

-A tak w ogóle to za co to? – zapytałam w końcu przez śmiech.

-Za to spanie na hali – posłał mi uśmiech numer 3. i nie zaprzestawał torturowania mnie sowimi dużymi łapskami.

-Skooończ już! – wydarłam się na niego po tym jak nie mogłam złapać oddechu od tego śmiania się.

-Za buziaka – wyszczerzył się i zrobił usta w tak zwanego „dziubka”. Szybko musnęłam jego usta i położyłam się na jego nogach. Twarde ale miło się na nich leżało. Tak w ciszy spędziliśmy kilka minut. Nie była w cale krępująca, mogłabym tak leżeć dobre kilka godzin. Z nim każda chwila, czy ta w ciszy, czy hałasie, zawsze jest wspaniale spędzona. W końcu Zbyszek zaczął bawić się moimi włosami, co było bardzo miłe. Nawijał je sobie na palce i przeczesywał, uśmiechając się przy tym słodko.

-Wreszcie spędzamy ze sobą trochę czasu…- powiedziałam w końcu.

-Przepraszam Cię..- powiedział czule głaskając mnie po włosach. Zmrużyłam tylko oczy i uważnie mu się przyjrzałam.- Przemyślałem wszystko i rzeczywiście, nawaliłem. Powinienem bardziej angażować się w ten związek. Mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej..- powiedział po cichu nachylając się nade mną. Uśmiechnęłam się szeroko i chwyciłam jego twarz w dłonie aby móc złożyć na jego ustach długi pocałunek. Nareszcie to zrozumiał, jak się czuję. Mimo iż nie dawałam mu tego zbytnio do zrozumienia, to chyba coś w nim pękło i domyślił się co zrobił źle. Tysiące pocałunków złożonych przez niego na moich ustach, nie dały mi tego, co słowa, które właśnie wypowiedział.

-No bo będzie lepiej – dokończyłam po czym promiennie się uśmiechnęłam i usiadłam po turecku.

-To co? Zbieramy się? – zapytał wstając i podając mi rękę.

-Nieee, dobrze mi się tu siedzi. Zostanę tu, jak chcesz to idź – mrugnęłam okiem i skuliłam nogi.

-A to jak ty zostajesz, to ja też – powiedział siadając na parkiecie. Tym razem role się odwróciły, teraz to on leżał na moich nogach -  W sumie to nie chce mi się wracać do tych śmierdziuchów – dokończył kiwając głową w stronę drzwi kierujących do szatni.

-Nie stęskniłeś się za nimi? – uśmiechnęłam się przeczesując jego włosy.

-W żadnym wypadku – wyszczerzył się i przymknął oczy.

-A to szkoda… - westchnęłam.

-Czemu? – zapytał zdezorientowany.

-Bo oni się chyba za Tobą stęsknili – powiedziałam wskazując palcem na grupkę siatkarzy wchodzących na parkiet.

-Nieeee..- westchnął cicho i schował twarz w dłoniach.

-Zibi jako ściera do potu, juhu! – niczym strzała znalazł się koło nas Igła, który po chwili wziął nogę Zbyszka i zaczął go ciągać po całym boisku.

-Jako ściera do potu, tak? – powiedział wkurzony Bartman wstając z parkietu – To chodź się Krzysiu przytulić, bo coś nieumyty jesteś – wyszczerzył się i z otwartymi rękoma podszedł do naszego libero.

-No przecież zmieniałem koszulkę – Igła powąchał swoje ubranie.

-A czy ja tu mówię o koszulce? – Bartman parsknął śmiechem i udał się w moim kierunku.
-Coś Ci się chyba wydaje Zbyniu, normalnie pachnę jak polana z rana – powiedział triumfalnie Krzysiu przeczesując swoje włosy.

-Po której przebiegł stado cepów – wydumał się siadający koło mnie Piter.

-No chyba Ty.

-Jakoś nie mam ochoty po Tobie biegać, i tak cepy za mnie to zrobiły, zostawiając po sobie jakże nieświeży zapach .
Po kilkunastu minutach przekomarzania się i patrzenia w ganiających się chłopaków, do hali  wszedł trener.

-Kibice będą się schodzić za jakieś 10 minut. Rozgrzewajcie się – powiedział szybko i ruszył w kierunku wyjścia. Ja szybko wstałam z pakietu i pognałam do szatni chłopaków aby wziąć z niej torebkę, którą wcześniej tam zostawiłam. Zastałam tam Kose i Lotmana, który nadal był przepasany ręcznikiem.

-To ty się jeszcze nie przebrałeś? – zapytałam zdziwiona.

-Lubi mieć wentylację – wyszczerzył się Kosa i wyszedł z szatni. Pokiwałam tylko głową po czym się roześmiałam i ruszyłam za środkowym. Po przyjściu na halę wyjęłam aparat z torby i zawołałam wszystkich. Lada moment się koło mnie zjawili.

-No co tam? – zapytał uśmiechnięty Alek.

-Się jeszcze pytasz? Jak każda kibicka chyba chce mieć z zawodnikami zdjęcie, nie? – zapytałam wyszczerzona unosząc do góry aparat.
-Spoko, spoko! – krzyknął Igła i od razu wszystkich ustawiał. Aparat podałam Panu ochroniarzowi, który akurat tamtędy przechodził, aby zrobił nam zdjęcie. Po niecałych dwóch minutach odebrałam od niego lustrzankę i przeglądałam zdjęcia. Wyszły świetnie, przy najbliższej okazji je wywołam i oprawię w ramkę. Po chwili zauważyłam, że kibice wchodzą już na halę. Szybko podbiegłam do chłopaków i dałam im kopa w tyłek, tak na szczęście, później postanowiłam zająć swoje miejsce.  Po dotarciu na nie, wygodnie się rozsiadłam i czekałam na mecz. Hala wypełniła się w diametralnym tempie. Olsztynianie byli już na boisku. Po rozgrzewce, przedstawieniu sędziów, zawodników, trenerów, zaczął się mecz. Początki były bardzo nerwowe, Olsztynianie grali na równym poziomie. Ich gra była naprawdę dobrze przemyślana, obserwowali każdy nasz ruch. Jednakże Rzeszowiacy się nie poddawali i wygrali ten mecz 3:0. Pomimo kilku pomyłek, zepsutych zagrywek, zagrali naprawdę świetnie. Nie można im odmówić ducha walki. A kibicom tego, że tak zacięcie im kibicowali, przezywali każdy punkt. Większość z nich zdarła sobie gardła, ja byłam jedną z tych osób. Ale było warto. Przy okazji zrobiłam kilka zdjęć chłopakom, wyszli świetnie. Kiedyś pokażę im te zdjęcia. Fotografem może i nie jestem, ale te zdjęcia wyszły bosko. Po meczu i zejściu zawodników z hali, odczekałam chwilę aż pomieszczenie opustoszeje. Chciałam spokojnie, bez żadnych przepychanek przejść do korytarza.

-Brawo, brawo! – weszłam do szatni chłopaków klaskając w dłonie.

-Dziękujemy! – odpowiedzieli chórem, no prawie chórem.

-Ale kibicowałaś pełną parą widzę – podszedł do mnie wyszczerzony Bartman – Zachrypnięta jesteś, musiałaś nieźle nam dopingować – powiedział czule całując mnie w usta.

-Gratulacje bracie, jeszcze raz – pocałowałam brata w policzek i ruszyłam w kierunku drzwi.

-Ja też chce buziaka. Taka nagroda by mnie ucieszyła.. – chlipnął Piter zdejmujący buty.

-Nagroda będzie inna, następnym razem przyniosę wam Murzynka –wyszczerzyłam się i odwróciłam na pięcie.

-Czekaj na mnie pod budynkiem, okej? Pojedziemy razem do domu – uśmiechnął się i ruszył do łazienki.

-To do zobaczenia, mam nadzieję, że nie na długo się rozstajemy – powiedziałam do Zbyszka ujmując jego twarz w ręce.

-Ja też mam taką nadzieję, trzymaj się tam i uważaj na siebie! – pocałował mnie w usta a ja mocno go przytuliłam.
-Jeszcze raz gratuluję, pa Bartman – odparłam cicho nie spuszczając go ze wzroku – Na razie chłopaki! Daliście czadu! – krzyknęłam na całą szatnie i wyszłam z pomieszczenia. Po kilkunastu minutach czekania na brata, zjawił się przed Podpromiem i razem szczęśliwi odjechaliśmy do domu.
__________________
Ogłoszenia parafialne! ;D
Mamy niezbyt miłą wiadomość o.o" Z racji tego, że cały tydzień mamy przepełniony sprawdzianami i kartkówkami, następny rozdział pojawi się dopiero w sobotę ;C Baaaardzo was przepraszamy, ale nie wyrobimy się, po prostu ;* Jeszcze raz przepraszamy ;*

sobota, 9 lutego 2013

Rozdział 36


Z zaciekawieniem podchodziłam coraz bliżej zbiorowiska. No i się nie myliłam. Białe Audi, podjarane dziewczyny z notesami, no to proste, że to był Zbyszek. Robił niezłe zamieszanie przed uczelnią. Stanęłam na chwile i czekałam, aż mnie zauważy, przecież ten tłum mógł mnie staranować. Nie musiałam długo czekać gdyż Zibi zaraz mnie zauważył, uśmiechnął się szeroko i już miał do mnie iść, ale zatrzymała go fanka prosząc o zdjęcie. Karcąco pokręciłam głową i się uśmiechnęłam.

-Przepraszam Panie najmocniej, ale muszę już iść, ktoś na mnie czeka – powiedział wesoło i mrugnął do mnie okiem. Lekko się przy tym zarumieniłam, a dopiero po chwili zauważyłam, że wszystkie oczy fanek były skierowane na mnie. Większość dziewczyn była zdenerwowanych, ale nie zabrakło też zdziwionych i tych, które dostały śliniotoku od patrzenia się na Zibiego. Jednakże Zbyszek powolnym krokiem przeszedł przez stado fanek a potem truchcikiem do mnie podbiegł.

-Heeeej – powiedział czule, muskając moje usta, czułam jak chwycił moje dłonie i mocno je przytrzymał.

-No hej, jaki był powód tego, że przyjechałeś pod moją uczelnię, hmmm? – uśmiechnęłam się cwaniacko i spojrzałam w jego oczy.

-A to już nie mogę odwiedzić swojej dziewczyny? – odpowiedział pytaniem na pytanie szczerząc się przy tym.

-Oczywiście, że możesz. Ale połowa dziewczyn, które tam stały, dostały palpitacji serca – zaśmiałam się i pokazałam palcem na grupkę fanek, które w dalszym ciągu stały przy Audi Zbyszka.

-Aż tak strasznie wyglądam? – zmarszczył brwi.

-Jak się nie ogolisz to tak -  powiedziałam całkiem poważnie, poklepałam go po policzku i się zaśmiałam.

-Małe a jakie wredne, no – zmierzył mnie wzrokiem i oplótł swoje ręce na moim pasie po czym mocno mnie przytulił.

-Małe, ale Twoje – skwitowałam z uśmiechem.

-Tylko moja – nie widziałam wyrazu jego twarzy, ale wiedziałam, że się uśmiecha.

-Wiesz, że Twoje fanki się na nas patrzą? – zapytałam ciągle się do niego przytulając.

-No wiem, i co z tego?

-Zabiją mnie – zaśmiałam się i oderwałam od Zbyszka.

-Nie zabij, ochronię Cię – uśmiechnął się szeroko.

-A ty kochany, nie powinieneś być czasami na Podpromiu? Chyba gracie dzisiaj mecz z Olsztynem – powiedziałam z nutką ironii w głosie.

-No właśnie! – krzyknął jakby go coś olśniło. W tamtym momencie się ode mnie odsunął i zaczął czegoś szukać w kurtce –Alek mi mówił, że nie będzie Cię na meczu i że będziesz nam kibicować przed TV. Tak być nie może! – pogroził mi palcem i zrobił groźną minę, tylko się roześmiałam i spojrzałam na niego z niedowierzaniem -Będziesz nam kibicować na żywo! -  powiedział dumnie podając mi bilet na dzisiejszy mecz. Oczy miałam jak złotówki. Nie powiedziałam nic, tylko rzuciłam się Zbyszkowi na szyję.

-Nawet nie wiesz jak się cieszę – powiedziałam mu do ucha ciągle się do niego tuląc.

-To ja się cieszę, że tam będziesz – uśmiechnął się szydersko i pocałował mnie w policzek. – To co? Jedziemy? – zapytał po chwili.

-Eeee, ale gdzie? – wydukałam powoli.

-No do Twojego mieszkania, przebierzesz się i pojedziemy razem na Podpromie – wyszczerzył się i wziął mnie za rękę.

-Ale do meczu są jeszcze 3 godziny – zmrużyłam oczy.

-No to co, chłopaki chcą się z Tobą widzieć, no i Alek będzie miał niespodziankę. Nic o tym nie wie, że będziesz dzisiaj na meczu – powiedział na jednym tchu i zaciągnął mnie w stronę samochodu.

-Jesteś niemożliwy – pokręciłam tylko głową i ruszyłam za Zbyszkiem. Po podejściu pod bramę szybko ruszyłam w stronę Audi i wsiadłam od strony pasażera. Musiałam czekać kilka minut na Zibiego, gdyż fanki go „uprowadziły”. Gdy wrócił od razu usiadł na miejscu kierowcy i już miał odpalać silnik, gdy na jego horyzoncie pojawiła się Magda, która chamsko się do mnie uśmiechała. Widziałam jak Zbyszek zaciska pięści i zabija ją wzrokiem.

-Czyli jednak jest z Tobą na tych studiach..- powiedział przez zęby.

-Poza też – szepnęłam przypominając sobie sytuację z Voodoo.

-O co chodzi? – zmarszczył brwi i natychmiastowo odwrócił się w moją stronę.

-Miałam z nią kilka nieprzyjemnych incydentów, tyle – lekko się uśmiechnęłam uciekając od niego wzrokiem.

-Opowiedz mi o tym – powiedział szybko łapiąc mnie za rękę.

-Kiedy indziej, dzisiaj musisz skupić się na meczu – odpowiedziałam szeroko się uśmiechając.

-Ale obiecujesz? – zapytał opiekuńczo uważnie mi się przyglądając.

-No tak – przytaknęłam –A teraz odpalaj silnik i spadamy na mecz – uśmiechnęłam się do Zbyszka, ten tylko pokiwał głową i już byliśmy w drodze do mojego mieszkania. Zibi jechał tak szybko, że w ciągu 5 minut byliśmy już na miejscu.

-Chodź do mnie, przecież nie będziesz sam tyle czasu czekał w samochodzie – mrugnęłam okiem wychodząc z samochodu. Na jego reakcję nie trzeba było długo czekać. Ochoczo wybiegł z samochodu i po kilku sekundach znajdował się koło mnie. Razem weszliśmy do mieszkania. Od razu rozebrałam się z kurtki i kazałam się Zbyszkowi rozgościć. Torbę położyłam na sofie i poszłam do pokoju wybrać ciuchy.

-Myślisz, że wygramy? - Zapytał Zibi opierając się o framugę.

-Ja nie myślę, ja to wiem – wyszczerzyłam się i poszłam do łazienki. Przy zdejmowaniu bluzy usłyszałam dźwięk rozbijanego się szkła.

-Albo mam omamy, albo ten czub zbił wazon z salonu – pomyślałam w duchu. W tamtym momencie do łazienki musiał wejść Zibi.

-Się puka, no! – wydarłam się na siatkarza.

-Przepraszam, mamo. Więcej nie będę – zrobił minę zbitego psa po czym uśmiechnął się cwaniacko widząc to, dlaczego się na niego wydarłam. Byłam w samej bieliźnie. Widząc to jak się na mnie patrzy od razu przysłoniłam się ręcznikiem.

-No ym, co się chowasz? Ładne masz ciało – powiedział czule i bliżej do mnie podszedł. Tylko skarciłam go wzrokiem.

-Spadaj. A po co tu przyszedłeś matołku? – zapytałam w końcu.

-Noooo – przeczesał swoje włosy i przymrużył oczy. Ocho, coś nabroił – Zbiłem, wazon, ale to tak niechcący – uśmiechnął się szeroko a ja głupia go nawet nie opieprzyłam –No i bluzę mam przemoczoną – pokazał palcem na ubranie.

-Jak dziecko, zdejmij bluzę i włóż to – podałam mu klubową bluzę Alka, która leżała na grzejniku. Gdy on zdejmował swoją górną część ubrania, ja postanowiłam zrobić sobie makijaż. W lustrze zauważyłam rozbierającego się Zbyszka i jego nagi tors. Uśmiechnęłam się lekko przypatrując się z uwagą. Gdy tylko zauważył, ze mu się przyglądam, uśmiechnął się szydersko a ja od razu odwróciłam wzrok i uśmiechnęłam się pod nosem.

-Sama to się zasłaniasz, a do patrzenia to jesteś pierwsza – zaśmiał się i podszedł aby pocałować mnie w policzek. Odwzajemniłam pocałunek i wzięłam się za robienie makijażu. O moje zdziwienie Zbyszek po przebraniu nie wyszedł z łazienki.

-Czemu nie wychodzisz? – zapytałam zdezorientowana.

-Bo mnie to interesuje – powiedział opierając się o ścianę i lekko uśmiechając.

-Co? Jak robię sobie makijaż? – zapytałam zdziwiona i lekko zszokowana.

-Tak – odparł dumnie i dalej przypatrywał się moim poczynaniom.

-Ale ja się będę przebierać, ciołku – powiedziałam ironicznie wskazując na ręcznik, który zasłaniał moje ciało.

-To jeszcze bardziej mnie interesuje – wyszczerzył się i uważnie mi się przyjrzał.

-Spadówa mi stąd – zaśmiałam się i wypchałam Bartmana z łazienki.

-Za co ty mnie tak karzesz? – chlipnął Zibi.

-Za całokształt –wyszczerzyłam się do niego, ten tylko odwrócił się na pięcie i uważnie mi się przyjrzał.

-Jeszcze będziesz chciała zobaczyć mój tors i kaloryfer – powiedział dumnie przeczesując ręką włosy.

-Ten grzejnik? – zapytałam wyszczerzona pokazując na jego brzuch –Nie dziękuję – uśmiechnęłam się szeroko i zamknęłam drzwi od łazienki, tym razem je zakluczając. Mogłam wreszcie w spokoju się ubrać i umalować. Nałożyłam leciutki makijaż, mocniej tylko wytuszowałam rzęsy. Włosy rozpuściłam i lekko podkręciłam, aby tworzyły fale. No i ciuchy. Tradycyjnie – pasiak. Ale zakładając go, olśniło mnie. Szybko wybiegłam z łazienki do pokoju brata.

-Ty to tak zawsze po domu w samej bieliźnie biegasz? – zapytał mnie wychodzącą z łazienki.

-Nie – odkrzyknęłam przeglądając już szafę Alka.

-To czuję się zaszczycony – zaśmiał się.
Szybko znalazłam w szafie brata to, co chciałam i już wróciłam do łazienki. Lada moment z niej wyszłam ubrana w czarne Vansy, ciemne, przetarte dżinsy i koszulkę meczową Resovii, z numerem 7 i nazwiskiem mojego brata, jakby nie patrzeć to też moje nazwisko. Jak kibicować to pełną parą.
Uśmiechnięta pokazałam się Bartmanowi.

-I jak? – zapytałam stając przed nim.

-Lepiej wyglądałaby dziewiątka zamiast siódemki – odparł z lekkim grymasem.

-Następnym razem – powiedziałam zakładając ramoneskę.

-Trzymam za słowo! – powiedział podając mi szalik. Po chwili byliśmy już oboje gotowi do wyjścia, zabrałam jeszcze torbę i rozejrzałam się po mieszkaniu. Po rozbitym wazonie nie było widać śladu, widocznie Bartman musiał posprzątać gdy ja się przebierałam. Razem wyszliśmy z mieszkania i udaliśmy się do samochodu Zbyszka. Zibi od razu odpalił silnik i już byliśmy w drodze do Podpromia. W radu leciała akurat piosenka Village People (http://www.youtube.com/watch?v=CS9OO0S5w2k). Więc zaczęliśmy ją śpiewać. Zdziwiło mnie to, ze zna cały tekst i to, że ma taki „talent” wokalny. Ten człowiek chyba nie przestanie mnie nigdy zaskakiwać.

-Łaaaaj em si jej! – darliśmy się na cały samochód. Przy zatrzymaniu się na czerwonym świetle, kierowca z samochodu obok patrzył się na nas jak na idiotów, ale co tam, i tak nas nie zna. Znaczy się mnie, a Zbyszka to nie wiem.

-Kiedyś Cię nagram, wiesz? – odparłam z uśmiechem.

-No co ty, ja do X-fajtersów idę – poruszył znacząco brwiami i ruszył po zapaleniu się zielonego światła.

-Chłopaki się ucieszą – powiedziałam szybko nucąc pod nosem piosenkę, która właśnie leciała w radiu.

-No Krzysiu w szczególności – wyszczerzył się i po chwili śpiewaliśmy już kolejny utwór (http://www.youtube.com/watch?v=8sPj0Ic8KQ8)
-We are the party shaker !! So welcome everybody! – zdzieraliśmy sobie gardła. Tak bardzo brakowało mi tych wygłupów ze Zbyszkiem. Mam nadzieję, ze będzie ich więcej niż w ostatnim czasie. Po kilku minutach dotarliśmy już na Podpromie. Razem ze Zbyszkiem wyszliśmy z samochodu i ruszyliśmy do budynku. Od razu skierowałam się na korytarz i usiadłam na ławce.

-Na co czekasz? – zapytał zdziwiony Zbyszek stojący przede mną.

-No przecież nie będę włazić do szatni, daj spokój – roześmiałam się i rozebrałam z ramoneski. W budynku było dosyć gorąco, to trzeba przyznać.

-Nie wygłupiaj się, chodź – wyciągnął do mnie rękę. Głośno westchnęłam i ostatecznie wstałam z ławki i ruszyłam z Zibim w kierunku szatni. Na samym początku powiedziałam mu aby siedział cicho i nic nie mówił Alkowi o tym, że będę dziś na meczu. Przytaknął i wszedł do szatni. Był tak wysoki, ze nie sposób było mnie zauważyć. Szybko, zgrabnie się za nim schowałam. Kącikiem oka zauważyłam Alka stojącego do nas tyłem. Natychmiastowo wymknęłam się zza Zbyszka i pomknęłam do brata.  Od razu skoczyłam mu na plecy i głośno krzyknęłam ‘niespodzianka’.

-Panienka raczyła nas wreszcie odwiedzić – skwitował dopiero co przebierający się Igła.

-Mogę wyjść jak chcesz – powiedziałam z uśmiechem na twarzy ciągle patrząc na naszego libero.

-Ani mi się waż! – krzyknął Zibi. Tylko się roześmiałam i w dalszym ciągu byłam na plecach braciszka.

-A co ty tu w ogóle robisz?  Zapytał w końcu Alek.

-No aktualnie to okupuje Twoje plecy i wiesz.. nawet wygodnie jest – wyszczerzyłam się w przeczesałam jego włosy.

-Złaź małpo – zaśmiał się i odstawił mnie na podłogę – Siostra…jesteś prze! – wyszczerzył się widząc, że mam na sobie jego koszulkę.

-Ty wiesz, że ona nie była prana, nie? – odezwał się Kosa.

-Ahh ta koszulka jest przepełniona potem, który pachnie jak świeża bryza morska..- rozmarzył się Piter.

-Taaaa, a te przetłuszczone włosy pachną tak słodko jak.. jak.. oliwa tłoczona z orzechów…- wtrącił się drugi marzyciel, nie kto inny jak Igła.

-Tak też wyglądają – swoje trzy grosze dodał wyszczerzony Nikola. Alek piorunował każdego wzrokiem z osobna.

-Ja to wam po meczu chyba nogi z dupy powyrywam.. -  powiedział „obrażony” Alek.

-Składamy się na pralnię dla kolegi? – Oczywiście Piter też musiał coś dodać, poruszał znacząco brwiami, wyglądało to.. dziwnie. Wszystkie te komentarze mnie „zaintrygowały” i powąchałam koszulkę brata. Nie śmierdziała, wręcz przeciwnie, ostatnio ją prałam, więc pachniała liliami wodnymi.

-Nie żeby coś chłopcy, ale to nie koszulka Alka tak zajeżdża – uśmiechnęłam się sztucznie – Igiełko kochana, ten czad chyba od Ciebie leci – wyszczerzyłam się do libero. Reszta chłopaków pokładała się ze śmiechu. Krzysiek zdjął swoją koszulkę i ją powąchał. Jego mina mówiła sama za siebie.

-Ty no wiesz co, chyba miałaś rację – uśmiechnął się głupio i zwinął ją w kłębek.

-Jaki brudas! – skrzywił się Piter.

-Jak nie chcesz żebym śmierdział to zawieź ją do pralni! – Krzysiek rzucił w środkowego koszulką, trafił go centralnie w twarz.

-O matko, zostałem zaczadzony..- powiedział zdejmując koszulkę Igły z twarzy.

-A tak naprawdę to co ty tutaj robisz? – zapytał po chwili Alek.

-Dostałam bilet od Zbyszka więc przyjechałam wam pokibicować – mrugnęłam okiem i siadłam na ławce.

-Juuu huuu..- odparł mało entuzjastycznie, kto? Oczywiście, że Igła.

-Coś Ci nie pasi? – wyszczerzyłam się unosząc jedną brew do góry.

-Ty wiesz jak mogłabyś nas powspierać? – wtrącił się Pit.

-No jak?

-Hyhy, mogłabyś upiec Murzynka – uśmiechnął się szeroko i pokazał rząd swoich białych zębów. Wywróciłam tylko oczami a w szatni było słychać „ooooo” chłopaków.

-To następnym razem, pod jednym warunkiem…Macie wygrać ten mecz! – powiedziałam radośnie.

-Chłopaki! To jest dopiero motywacja! – krzyknął uradowany Lotman, który stanął na środku szatni w samym ręczniku przewieszonym na pasie.

-Ty się tak nie ciesz, bo zaraz Ci ten ręcznik spadnie i wyjdziesz na ekshibicjonistę – zaśmiał się Zibi.

-Ekshi..ekk..eksi, co? – zapytał zdziwiony Paul.

-Eks-hi-bi-cjo-ni-stę , powtarzaj – powiedział Igła, który tarzał się słuchając naszego amerykańskiego przyjaciela, który próbuje zasylabować to jakże trudne słowo. Wykorzystując całe zamieszanie wyszłam z szatni chłopaków, bo miałam wrażenie, ze ręcznik Lotmana powoli zsuwa się z jego bioder. No. Po prostu, chciałam uniknąć niezręcznej sytuacji. W drzwiach minęłam się z Panem Kowalem.

-Dzień Dobry trenerze – powiedziałam z uśmiechem na twarzy.

-Dzień dobry, dzień dobry, a co u nich tak głośno? – zapytał zdezorientowany, słysząc te dzikie odgłosy.

-Uczą się sylabowania – odparłam dosyć poważnie z lekkim uśmiechem na twarzy po czym minęłam trenera. Był nieco zakłopotany i eee..rozśmieszony tą całą sytuacją. Jego mina była nie do opisania. Gdy znajdowałam się już na korytarzu, dalej słyszałam klaskanie chłopaków i Lotmana próbującego wypowiedzieć „ekshibicjonistę”.
_________________________
Jak na nas to dzisiejszy rozdział jest dosyć długi :)
Mamy nadzieję, ze się podoba :P Komentarze mile widziane :D
Pozdrawiamy! :)

czwartek, 7 lutego 2013

Rozdział 35


Obudził mnie dźwięk przychodzącego sms-a. Był od Adama. Ciekawe co on ode mnie chce.

„Hej czopku ;D Zajęcia są przełożone z 9 na 11 dzisiaj, także możesz sobie pospać ;)” – no fajnie, że mogę sobie pospać, tylko teraz nie będę mogła usnąć, bo wybiłam się z rytmu. Spojrzałam na zegarek, była 6:37. Żeby Cię szlag Adam!

„Dziękuję za informację czopku. No i za pobudkę też -_-„ – napisałam szybko i wstałam z łóżka, ale po chwili zastanowienia do niego wróciłam.

„Spoko! ;D”

„Kiedyś i tak się z Tobą rozliczę za tą pobudkę! Przez Ciebie zwlec z łóżka się nie mogę! o.O” – odpisałam i próbowałam przymknąć oczy, lecz dźwięk sms-a uniemożliwił mi to.

„Ta pobudka to jeszcze nic! Xd A jak nie możesz wstać to nie ma sprawy! Zaraz zadzwonię po pomoc drogową ^^” – uśmiechnęłam się szeroko do telefonu i odpisałam na wiadomość.

„Za taką pomoc to ja serdecznie dziękuję! :D”

„No to wstawać mi tu! Szkoda dnia marnować! ;]”

„Dobrze mamo :3” – odpisałam. Poleżałam jeszcze chwilę w łóżku wpatrując się w sufit i rozmyślając o wczorajszej sytuacji, Iwanie. Może gdybym nie wyjechała, te wszystkie sytuacje nie miałyby miejsca. Ale gdybym stamtąd nie wyjechała, nie przeżyłabym tego co mnie spotkało w Polsce. Tutaj przecież też jestem szczęśliwa. Mam kochającego brata, przyjaciółkę no i też kochanego, ale zapracowanego chłopaka. Najbardziej szkoda mi było Olgi, została sama z tym wszystkim. Chciałabym jej pomóc jakoś, ale nie mogę. Same słowa nie wystarczają, chciałbym ją uściskać i pocieszyć, tak na żywo. Mam tylko nadzieję, że Iwan się opamięta i nie przedawkuje tego cholerstwa. Po kilkunastu minutach leżenia i wpatrywania się w sufit, opamiętałam się i wstałam z łóżka, a telefon położyłam na biurku. Poczłapałam w stronę kuchni. Alek nadal spał, a ja wzięłam się za robienie śniadania. Miałam dzisiaj ochotę na jogurt naturalny z musli i owocami. Lubiłam taki zestaw. Leciutki, ale za to jaki pyszny i przede wszystkim, zdrowy. Już miałam brać do buzi łyżkę mojego posiłku, gdy w całym mieszkaniu rozległo się głośne dzwonienie  mojego telefonu. No tak, ja głupia zapomniałam wyłączyć budzika. Szybko pobiegłam do pokoju aby wyciszyć telefon gdyż ten mógł obudzić Alka. Na wiele mi się to nie zdało ponieważ gdy wróciłam do kuchni brat już stał w drzwiach.

-Czy tak trudno jest wyłączyć budzik? – zapytał zaspanym głosem przeciągając się we wszystkie strony. Zaśmiałam się tylko i usiadłam na taborecie koło wysepki kuchennej.

-Tak, nauczysz mnie? – powiedziałam z szerokim uśmiechem na ustach a potem wzięłam do buzi pełną łyżkę musli.

-Z chęcią, przynajmniej się wyśpię – odparł przecierając oczy – Bleee, a ty znowu to jesz? – wzdrygnął się widząc moje danie.

-Jest pyyyyszne, chcesz trochę? – podsunęłam mu talerz pod sam nos. Jego mina mówiła sama za siebie.

-Nie dziękuję. Zachowam jeszcze resztki mózgu i zjem coś pożywniejszego – uśmiechnął się sztucznie i zajrzał do lodówki. Po chwili namysłu wyciągnął z niej jajka.

-Taaa, nauczył się robić jajecznicę i teraz będzie szamać ją codziennie – głęboko westchnęłam i pokręciłam głową.

-No co..- uśmiechnął się nieśmiało – dobra jest.

-Trochę urozmaicenia by Ci się przydało – mrugnęłam okiem i wstałam z taboretu.

-Na przykład? – zmarszczył brwi i uważnie mi się przyjrzał.

-Dwaj mąkę, zrobię Ci omleta – wyszczerzyłam się a Alek posłuszne podał mi mąkę. Szybko usmażyłam dla niego posiłek. Śmieszyło mnie to, z jaką powagą Alek przygląda się moim poczynaniom przy kuchence. Nałożyłam mu danie na talerz i sama usiadłam aby dokończyć swój  posiłek.

-Dziękować, dziękować. A co się stało, że ty taka łaskawa jesteś? – zapytała biorąc do ust pierwszy kawałek omleta.

-Nooo, wykłady mi na 11 przełożyli – wyszczerzyłam się w kierunku brata. Chyba śniadanie mu smakowało bo nie odrywał od niego wzroku.

-Ale zdążysz na 18? – zapytał patrząc mi się w oczy.

-A co jest o 18? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Nie wiedziałam o czym mówi mój brat.

-Gramy dzisiaj z Olsztynem – odparł dumnie.

-A to oczywiście, Polsat Sport i heja! Będę was duchowo wspierać! – wyszczerzyłam się i dokończyłam swój posiłek.

-To się cieszę bardzo.

-Wiesz co.. Tak patrzę teraz na nas ..i..

-I co? – zapytał zdezorientowany.

-Trzeba się ogarnąć – uśmiechnęłam się szeroko do brata i pokazałam palcem na jego strój. Mhm, koszulka z Jackiem Danielsem i szare bokserki w renifery. Eeee, no ciekawie to wyglądało.  Ja lepsza nie jestem.

-Zajmuję łazienkę! – krzyknęłam i szybko pobiegłam do pomieszczenia.

-Nie, nie, nie! Znowu będziesz tam godzinę siedzieć – powiedział Alek biegnąc tuż za mną.

-Wcale nie! Tylko pół! – wyszczerzyłam się w jego kierunku i już wchodziłam do łazienki ale poczułam, że coś blokuje drzwi i nie mogę ich zamknąć. Ujrzałam w nich brata, który zabijał mnie wzrokiem.

-Wpuszczam Cię pierwszą tylko dlatego, że zrobiłaś mi śniadanie – pogroził mi palcem i zmarszczył brwi.

-Jasne, jasne, też Cię kocham bracie – uśmiechnęłam się do Alka i zakluczyłam drzwi do łazienki. Musiałam się ogarnąć, szybko weszłam pod prysznic i odkręciłam gorącą wodę, tego właśnie potrzebowało moje ciało. Po długim prysznicu  wyszłam z kabiny i się osuszyłam. Włosy zebrałam w wysokiego, niezbyt ułożonego koka, a na oczach zrobiłam nieco grubszą kreskę. Z modą o tej porze roku zbytnio eksperymentować nie mogłam więc nałożyłam na siebie ciemne dżinsy i szarą szeroką bluzę z kapturem. Ładnie i wygodnie. Stroić się też nie miałam zamiaru bo wykłady to nie żadna rewia mody. Uśmiechnięta wyszłam z łazienki.

-Co się szczerzysz? Miało być pół godziny a była godzina – podszedł do mnie Alek z zegarkiem w ręku i dźgnął mnie palcem w żebra.

-No cooo – westchnęłam –Straciłam poczucie czasu – uśmiechnęłam się i udałam do kuchni. Jaki chlew został po śniadaniu, taki był do teraz. Widocznie mojemu braciszkowi się sprzątać nie chciało. Poskładałam wszystkie naczynia i je pozmywałam, przy okazji pościerałam kurze, umyłam podłogę, no w skrócie to wymyłam całą kuchnię. Zanim się zorientowałam była już 9 a Alek siedział przeszło już godzinę w łazience.

-Te, panienka! Dłużej się nie dało? – krzyknęłam gdy ten wyszedł wreszcie z łazienki.

-Wiesz, straciłem poczucie czasu – zacytował moje słowa i posłał mi sztuczny uśmiech. Tylko prychnęłam i wróciłam do porządków. Po wyszorowaniu całej kuchni poszłam do pokoju w celu powtórzenia sobie materiału przed wykładami. Zawszę lubię być przygotowana na zajęcia. Wyszłam z pokoju koło 10 i udałam się do salonu aby obejrzeć sobie TV, chciałam się trochę zrelaksować przed studiami. Jednak nie dane mi to było gdyż po kilku minutach runął koło mnie Alek. I co włączył? No tradycyjnie, ze Polsat Sport. Od razu zaczął komentować wszystkich sportowców po kolei.

-Are you fucking kidding me? – zapytałam w końcu.

-Łeee, siostra. Jaki szpan Ingliszem – poruszał znacząco brwiami i uśmiechnął się jak głupi do sera.

-Czymś trzeba. Daj pilota, dziadygo! – nakazałam mu, wskazując palcem na rzecz.

-Eeeeno! Mam mecz dzisiaj! Musze się odstresować.

-No heloł, a ja wykłady za godzinę, też muszę się odstresować – rzuciłam szybko i wyrwałam bratu  pilota. Od razu włączyłam TVN. Leciała akurat powtórka Kuby Wojewódzkiego. Ten człowiek to ma dopiero łeb do ciętych ripost. Potrafi rozśmieszyć chyba największego smutasa.

-Baby..- burknął Alek i założył ręce na tors.

-Dobra, masz tego pilota..- podałam mu rzecz. Alek od razu się ożywił i spojrzał na mnie z ciekawością.

-Gdzie jest haczyk? – zmarszczył brwi.

-Tradycyjnie, podwózka pod uczelnię – wyszczerzyłam się i usiadłam po turecku.

-Stoi! – powiedział uśmiechnięty przełączając na Polsat Sport.

-Co Ci stoi? – zapytałam z poważną miną po czym parsknęłam śmiechem.

-WŁOS! – krzyknął i spojrzał na mnie morderczym wzrokiem a potem się roześmiał.

-A już myślałam – powiedziałam cicho, chichocząc pod nosem.

-Już byś chciała – parsknął.

-No właśnie nie – oparłam się plecami o sofę i oglądałam z bratem powtórki meczy. Cieszyłam się, że oderwałam się choć na chwilę od myśli związanych ze wczorajszym wieczorem i rozmową z Olgą.
Po pół godzinnej nudzie wstałam z kanapy i poszłam założyć kurtkę gdyż chciałam już jechać na wykłady.

-Ruszaj dupsko. Jedziemy! – rzuciłam w brata moim szalikiem.

-No juuuż, nie pali się przecież..- powiedział, leniwie wstając z kanapy. W mozolnym tempie  wyłączył  telewizor i się ubrał. Widać było, że mu się nie spieszyło. W takim samym tempie pojechaliśmy do UR. Szybko wysiadłam z samochodu i obeszłam go z drugiej strony. Stanęłam przy oknie  dla kierowcy i dałam Alkowi znak aby je otworzył.

-Zapomniałaś czegoś? – zmarszczył brwi.

-Tak, życzyć Ci powodzenia, głuptasie – uśmiechnęłam się szeroko – Rozgromcie tam ich – mrugnęłam okiem i przybiłam z bratem głośną piątkę.

-Dzięki siostra, a teraz leć bo się spóźnisz – uśmiechnął się cwaniacko i odpalił silnik. Ja natomiast szybko przebiegłam przez ulicę i już zmierzałam w kierunku uczelni.

-Siemanko Śpiąca królewno – obok mnie natychmiastowo znalazł się Adam.

-Spadaj,Mendaczu – uśmiechnęłam się lekko i kącikiem oka na niego spojrzałam. Adam jak Adam, zawsze uśmiechnięty. Gustu odmówić mu nie można. Ubierał się naprawdę dobrze.

-Uuuu, foch za dzisiejszą pobudkę? – zapytał z miną zbitego psa.

-Tak! Z przytupem, melodyjką, fanfarami, obrotem i ze wszystkim co się da- powiedziałam z powagą i udawałam obrażoną. Widziałam, że go to bawi.

-A jak dam Ci żelka to przestaniesz się fochać? – zapytał rozbawiony wyciągając torebkę słodyczy z plecaka.

-Może – uśmiechnęłam się cwaniacko i usiadłam na ławce, przed salą 101, w której odbywały się dzisiejsze wykłady. O chwili dołączył do mnie Adam z napoczętą już paczką żelków i podał mi ją.

-Bierz ile chcesz, mam zapas – uśmiechnął się szeroko.

-Schowaj, czuję, że na wykładach zgłodnieję – powiedziałam wskazując na salę.

-Spoko – schował żelki do plecaka po czym wstał widząc profesora otwierającego salę 101. Po chwili ja zrobiłam to samo i już wszyscy znajdowali się w auli. Zajęliśmy nasze miejsca i powyjmowaliśmy wszystkie książki i zeszyty, a Adam żelki. Po rozpoczęciu wykładu zaczęliśmy się nimi zajadać. Nawet nie zauważyliśmy, a pierwsza paczka się skończyła.  Adam tylko się wyszczerzył i otworzył plecak. Z niedowierzaniem na niego popatrzyłam, gdy tylko zobaczyłam, że ma w zapasie jeszcze 3 paczki słodyczy.

-Ja się przez Ciebie roztyję człowieku – szepnęłam.

-Pasowałoby, chudzinko – powiedział uśmiechając się, po czym otworzył drugą paczkę. Po kilkunastu minutach wykładu zaczęło się dzwonienie telefonu, o dziwo, nie mojego, a profesora. Szybko nas przeprosił i wyszedł z Sali aby go odebrać.

-Ładnie to tak zdradzać Bartmana? – zobaczyłam szyderczą twarz Magdy, która bezczelnie się na mnie patrzyła.

-Nie wiem o co Ci chodzi dziewczynko – prychnęłam i wzięłam do ust kolejnego żelka.

-Widać, że pomiędzy Tobą, a Adamem coś jest, już nie udawajcie – uśmiechnęła się chamsko i przybiła piątkę ze swoją „psiapsiółą”.

-Magda, weź się ogarnij. Ola to moja kumpela, nic więcej. A że ty sobie coś ubzdurałaś, to już nie mój problem – powiedział na jednym tchu Adam. Wszystkie oczy były skierowane wtedy na niego.

-Wiesz, jeśli nie masz życia towarzyskiego to nie znaczy, że musisz wtrącać się w czyjeś – uśmiechnęłam się sztucznie – Możesz pograć w Simsy, na przykład, jak Ci tak bardzo bliskości brakuje – wyszczerzyłam się i przybiłam piątkę z Adamem.

-No właśnie. Tam wystarczy, że 3 razy opowiesz kawał i koleś się w Tobie zakocha – zaśmiał się. Ludzie z grupy też, chyba mieli niezły ubaw. W tamtym momencie do Sali wszedł wykładowca więc Magda się już nie odezwała. Odwróciła się tylko w swoją stronę przy czym „zabijała mnie wzrokiem”.

-Dziękuję – szepnęłam do Adama, lekko się uśmiechając.

-Polecam się na przyszłość – mrugnął okiem i wrócił do notowania słów profesora.
Reszta wykładu minęła już spokojnie. O równej 15 go zakończyliśmy. Pospiesznie wyszłam z Sali, tym razem sama, ponieważ Adam musiał wyjść godzinę wcześniej, miał jakieś załatwienia na mieście. Wychodząc z uczelni napotkałam na swojej drodze Magdę, która trąciła mnie „z bara”.

-Jak jesteś ślepa to kup okulary, a nie wchodzisz tu w ludzi – uśmiechnęłam się sztucznie i poszłam przed siebie. Z wyjściem z uczelni wszystkie emocje z wczoraj powróciły i myśli, które tak bardzo mnie zadręczały. Ale mimowolnie się uśmiechnęłam, gdy pomyślałam o tym, że zobaczę dzisiaj w telewizji chłopaków grających z Olsztynem. Jednakże z moich małych przemyśleń wyrwał mnie widok sporej grupki ludzi, którzy stali przy bramie głównej. Zwykle ich tam nie ma. Zdziwiłam się tym ale po chwili zorientowałam się o co chodzi.
_________________________________
Dzisiaj troszkę dłuższy rozdział :) Co o nim sądzicie? ;)
Jeszcze tak btw. :D Który z siatkarzy jest waszym ulubionym? :D
Pozdrawiamy!


wtorek, 5 lutego 2013

Rozdział 34


Mimo jakości kamerki internetowej Olgi zauważyłam jej czerwone od płaczu oczy.

-Co się stało?- zmarszczyłam brwi i próbowałam wypatrzeć na twarzy Olgi jakiekolwiek emocje.

-Chyba miałam rację..- powiedziała łkając po czym wytarła łzy chusteczką i ujęła twarz w ręce. Jeszcze nigdy nie widziałam jej w takim stanie.

-Nie rozumiem.. – zmierzyłam wzrokiem jej osobę jeszcze raz. Nie mogłam zrozumieć o co jej chodzi.

-Iwan ćpa! Nie rozumiesz tego?! – wykrzyczała mając łzy w oczach. Nie mogłam w to uwierzyć. W tym momencie zamarłam. Biłam się z myślami, nie wiadomo kiedy oczy zaszły mi łzami, chociaż nie powinny. Nie rozumiałam dlaczego on to robi, po co. Ma wszystko, kochającą go rodzinę, przyjaciół. Biedny też nie jest. No i dostał się na jedną z lepszych uczelni na Białorusi. Może to moja wina. Dlatego, że jestem ze Zbyszkiem? Dlatego, że jestem z nim szczęśliwa? Nie miałam zielonego pojęcia. Mimo tego, że nie rozmawiałam z nim od dwóch miesięcy i mimo tego, że go nienawidziłam, było mi go strasznie żal i przede wszystkim szkoda. Jakby nie patrzeć to był mój przyjaciel, no i były chłopak. Brutalny, ale chłopak. W tamtym momencie wszystkie spędzone z nim chwile pojawiły mi się przed oczami. Te lepsze, jak i te gorsze. Tych drugich było zdecydowanie więcej. No i 10 luty, bieżącego roku, dzień który odmienił moją znajomość z Iwanem diametralnie, przynajmniej tak mi się wydaję. Tego zimnego wieczora Iwan wracając z domówki u Maksa nieźle się opił i przyszedł do mojego mieszkania. Raczej wdarł się do niego. Zaczął wyzywać mnie od najgorszych, po czym mnie uderzył z pięści w twarz. Upadłam na podłogę i rozcięłam sobie brew, chciałam jak najszybciej stamtąd uciekać, w miarę szybko się pozbierałam i wstałam z podłogi, kuśtykając wbiegłam na schody lecz Iwan złapał mnie za ręce i rzucił na nie. Dalej już nic nie pamiętam. Czasami się budziłam i obserwowałam co się wokół mnie dzieje. Widziałam kałużę krwi i stojącego nade mną Iwana, który się we mnie wpatrywał z nienawiścią. Ból był tak nie do zniesienia, że jedyną rzecz, którą bym w tamtym momencie chciała, była śmierć.  Później dowiedziałam się, że tak naprawdę mało mi do tego brakowało. Miałam zwiększone ciśnienie wewnątrzczaszkowe spowodowane krwiakiem. Dowiedziałam się o tym leżąc już na szpitalnym łóżku. Gdy się obudziłam zobaczyłam siedzącą koło mnie mamę, Olgę i Alka, który specjalnie przyjechał tutaj z Polski. Łzy same napłynęły mi do oczu gdy ich wszystkich zobaczyłam. Nie wiem czy to były łzy bólu, szczęścia czy smutku. Po prostu były. Rekonwalescencja minęła dosyć szybko, przynajmniej tak mi się wydawało. Ale to tylko dzięki moim bliskim, bez nich na pewno bym sobie nie dała rady. Iwan natomiast nie został aresztowany, nawet nie wnieśliśmy sprawy do sądu. Sądziliśmy, że to nie ma sensu. Teraz dopiero stwierdzam, że to był błąd. Po jakimś czasie wszystko wróciło do normy, ale ja głupia mu to wybaczyłam. Tylko tym razem był dla mnie nie chłopakiem, ale przyjacielem. Powiedziałam sobie „nigdy więcej”. Teraz śmiem twierdzić, że to i tak było za dużo. Wiem, jak czuje się Maks, którego Iwan pobił. Strasznie mu współczułam ale na pewno nie mniej Oldze, która teraz na pewno przeżywała okropne chwile. Nawet nie mieściło mi się to w głowie.

-Przepraszam..- wyszeptała.

-Nie masz za co..- powiedziałam szybko wstając z sofy. Rękaw to za mało aby obetrzeć łzy płynące mi po policzkach. Musiałam wspomóc się chusteczkami. Wróciłam kilkanaście sekund później – Masz pewność?- zapytałam łamiącym się głosem.

-No raczej.. nie mówi Ci coś nazwa ”Biała Dama”? A zresztą.. nie musi ci się nic kojarzyć. Widziałam jak ćpał…nawet się nie ukrywał. Boję się, ze może to robić od dłuższego czasu…

-Przepraszam Cię..- wydukałam dopiero po chwili. Chciałam przeanalizować każde jej słowo.

- Niby za co?

-Za to, że mnie teraz z Tobą nie ma.. lipna ze mnie przyjaciółka skoro, nie mogę cię pocieszać w takiej sytuacji.. powinnam cię tam wspierać, na Białorusi.. – wyszeptałam w chusteczkę, ale dosyć głośno aby Olga mogła usłyszeć moje słowa. Jej oczy pogrążyły się w kolejnej fali łez.

-Nie masz za co przepraszać… ale odkąd Cię nie ma, czuję się strasznie samotnie. Nie cieszy mnie już życie, tak jak kiedyś. Nie mam Ci tego za złe, że wyjechałaś do Polski na studia, wiem, że chcesz się kształcić i to mnie cieszy. Ale nawet nie wiesz jak bardzo bym Cię chciała znowu zobaczyć i tak porządnie uściskać – uśmiechnęła się lekko, ale jej twarz nadal była ponura, zmęczona i nijaka.

-Kiedyś się spotkamy, to będzie szybciej niż ci się wydaję..- wymusiłam najszczerszy uśmiech jaki kiedykolwiek mogłam – Masz zamiar pomóc Iwanowi? – zapytałam bojąc się jej reakcji.

-Nie.. – odpowiedziała ze smutkiem w głosie. Zdziwiła mnie ta odpowiedź Olgi, spodziewałam się zupełnie innej.

-Ale..ale jak to? – powoli wydukałam z siebie.

-Po prostu! Od dłuższego czasu w ogóle ze sobą nie rozmawiamy, unika mnie.. No i przede wszystkim ja się go boję.. Nie chcę aby mnie skrzywdził albo pobił. Teraz do mnie dotarło do czego on jest naprawdę zdolny.. – powiedziała łkając jednocześnie. Nie wiedziałam co mogłam jej poradzić, a może w ogóle nic nie mówić? Rozumiałam ją. Sama bym tak postąpiła na jej miejscu. – A ty? – zapytała po chwili.

-No co ja mam zrobić?- odparłam bezradnie – Nic nie będę robiła. Jest mi go naprawdę szkoda bo to był mój przyjaciel…kochałam go, naprawdę go kochałam, ale go straciłam. Nawet nie wiesz jak mnie zranił, wtedy 10 lutego, jak i ostatnio, w szpitalu gdy o odwiedziłam razem ze Zbyszkiem. Myślałam, że go znam, myliłam się, cholernie się myliłam. W każdym razie, jest mi go szkoda, nie chce aby to robił, rozumiesz? Nie chce! Zniszczy sobie całe życie! – zakończyłam swój monolog płaczem, ukryłam twarz w dłonie a potem obserwowałam reakcje Olgi. Nic nie mówiła, wpatrywała się we mnie a po policzkach płynęły jej łzy. – Dobra, koniec płaczu..- uśmiechnęłam się blado. Ale dowaliłam nieźle, bo jak można nie płakać, a uśmiechać się wtedy gdy przyjaciel ćpa i rujnuje sobie życie. Ale nie chciałam zadręczać się ta myślą.

-Czeeeeeść! – powiedział entuzjastycznie Alek wchodząc do salonu. Gdy zobaczył moją twarz i Olgi, raczej to, w jakim są stanie, od razu się wycofał. –O, sorka, już mnie nie ma – powiedział szybko i chciał udać się do swojej sypialni, ale go zatrzymałam. Chciałam rozluźnić atmosferę, która jak dotąd panowała.

-No to co tam słychać? – zapytał się Olgi.

-A żyjemy, żyjemy – uśmiechnęła się szeroko. Musze przyznać, że ukrywanie smutku wychodzi jej wprost znakomicie.

-I co? Dobre powoli się kończy ,nie? – Alek poruszał znacząco brwiami i zaśmiał się rozkładając się na sofie.

-Weź nie dobijaj ludzi, zacznie się wkuwanko – głośno westchnęła i blado się uśmiechnęła. Pośmialiśmy się z bratem jeszcze dobre pół godziny. Rozluźnił atmosferę, za co serdecznie mu dziękuję. Na szczęście nie dopytywał się o to, dlaczego płakałyśmy. Ale z czasem i tak mu pewnie powiem.
-Myślisz, że to przeze mnie? – zapytałam cicho gdy tylko Alek wyszedł z salonu.

-Daj spokój, na pewno nie. Ale jakby nie patrzeć to Twój wyjazd dużo zmienił w jego życiu – przytaknęła.

-Mam przeczucie, że to wszystko jest przeze mnie – odparłam smutno i wbiłam wzrok w podłogę.

-Nie wydaje mi się. Wypadek też zdziałał swoje.

-Ale zauważ, że ten wypadek był przeze mnie! – podniosłam głos. W tamtym momencie miałam wszystkie te chwile przed oczami. Szpital, podróż do Białorusi, zapłakana Olga. Gdyby Iwan do mnie wtedy nie przyjeżdżał, na pewno by się to nie zdarzyło.

-Ola! Uspokój się! To nie przez Ciebie Iwan ćpa! Zrozum to! – W tamtym momencie Olga wybuchnęła, pewnie miała już dość mojego zachowania.

-Dobrze – przytaknęłam cicho – I tak wiem swoje – mruknęłam pod nosem – Wiesz, muszę już kończyć, zadzwonię najszybciej jak tylko będę potrafiła, pa siostra – posłałam jej buziaka i blado uśmiechnęłam.

-Pa, pozdrów Zbyszka – uśmiechnęła się szeroko.

-Dobrze – mrugnęłam okiem i pomachałam jej na pożegnanie. Po tej całej rozmowie od razu wyłączyłam laptopa, nie miałam najmniejszej ochoty dobijać się innymi serwisami społecznościowymi. Laptopa zaniosłam do pokoju, a sama poległam na swoim łóżku. Długo leżałam i rozmyślałam ale doszłam do wniosku, że trzeba się ogarnąć i przestać choć na chwilę o tym myśleć. Wstałam z łóżka, wyjęłam z torby książki i zeszyty, Przestudiowałam wszystkie notatki. Wbrew pozorom, lubiłam się uczyć i nie sprawiało mi to żadnego problemu. Nawet się nie zorientowałam, a dochodziła 21. Szybko spakowałam się na jutrzejsze wykłady i wyszłam z pokoju do łazienki. Po wykonaniu wieczornej toalety zauważyłam przez uchylone drzwi, że Alek śpi już w najlepsze. Uśmiechnęłam się tylko i poszłam po cichu do kuchni aby nalać sobie soku. Gdy wróciłam do pokoju, pierwsze co zrobiłam to nastawiłam budzik, aby nie spóźnić się na jutrzejsze wykłady. Następnie położyłam się na łóżku rozmyślając nad tą całą sytuacją z Iwanem i tym co by było gdybym została na Białorusi. Może wtedy wszystko potoczyłoby się inaczej.

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 33


Prawie całą noc spędziłam na rozmyślaniu. A to o studiach, Magdzie no i oczywiście o Zbyszku. Myślałam nad tym, jak sobie poradzę na studiach, nie chodzi mi wyłącznie o naukę, ale też o towarzystwo, w tym przypadku mam na myśli Magdę i profesora. Sądzę, że inni za sprawą Magdy też się do mnie zrażą. Wścibski profesorek sprawy ułatwiać mi na pewno nie będzie, już to widzę. Dobrze, że z Adamem mam chociaż lepsze kontakty. Na razie będę się go trzymać, nie jest wścibski ani chamowaty co jest bardzo miłe, bo większość osób nie jest taka jak on. Przez myśl przeszła mi jeszcze jedna rzecz, a mianowicie przeniesienie się do innej grupy, jednak z tego zrezygnowałam. Zbyt dużo zachodu mogłoby się z tym wiązać, docinki Magdy pewnie też. No właśnie, a propo jej wybryków to jestem ciekawa co może jeszcze wymyślić. Liczę się z tym, że będzie chciała mnie poróżnić ze Zbyszkiem. Mam nadzieję, że jej się to nie uda. No ale nie powiem, incydent z laleczką Voodoo mocno mną wstrząsnął, dziewczyna chce mojego nieszczęścia, może nawet śmierci. To jest najgorsze.  O tych wszystkich wybrykach postanowiłam powiedzieć Zbyszkowi, najwcześniej jak się tylko da. Ma prawo wiedzieć o wszystkim co się dzieje. Przy okazji mam zamiar zaprosić go do siebie w czwartkowy wieczór. Posiedzimy, pogadamy a ja coś upichcę. Dawno nie byliśmy na żadnej randce, trzeba ten czas nadrobić. Mam tylko nadzieję, że się zgodzi.

I tak zleciało mi pół nocy – na filozofowaniu. Była 2:30 a mój mózg za Chiny nie chciał iść spać. Zadręczałam się myślami jeszcze pół godziny a potem usnęłam. Dobrze, że wtorkowe zajęcia zaczynają się od 12.
No i wstałam, o 9. O dziwo byłam bardziej wyspana niż po 12-godzinnym śnie. Powolutku wstałam z łóżka ,poszłam odprawić poranną toaletę i ubrać się w jakieś ciuchy. Idąc do łazienki zauważyłam, że Alek ogląda telewizję, jak zwykle się lenił.

-Doberek – uśmiechnęłam się do brata.

-No dobry, dobry. Jak się spało?

-Krótko, ale bardzo dobrze – powiedziałam szybko przeciągając się we wszystkie strony. Alek tylko się roześmiał i wrócił do oglądania telewizji –O której masz trening? – rzuciłam szybko.

-12, a co?

-A mogę Cię wykorzystać? – poruszał brwiami, co było naprawdę dziwne w moim wykonaniu.

-Zależy w jakim celu.

-Podwieziesz mnie pod uczelnię? -zrobiłam minę kota ze Shreka. Nie musiałam długo go o to prosić. Zgodził się a ja mu podziękowałam i szybko poszłam do łazienki. Wyszłam 20 minut potem, odświeżona i pachnąca. Wzięłam się za robienie obiadu, w końcu muszę się jakoś Alkowi odwdzięczyć za te wszystkie podwózki. Jak szybko zaczęłam, tak szybko skończyłam. Dzisiaj miałam ochotę na placki ziemniaczane, więc takowe zrobiłam. Alkowi od razu humor się poprawił i w mgnieniu oka zasiadł do stołu. Zjadł chyba 8 placków, ja po 3 już wysiadałam. No ale na zdrowie. Po posiłku położyłam się na sofie i skakałam z kanału na kanał, Alek poszedł po torbę treningową więc mogłam sobie obejrzeć co innego niż siatkówkę.

-Huhu, siostra fajna kiecka – do pokoju wszedł uśmiechnięty brat z torbą w ręku. Zmarszczyłam brwi bo z początku nie wiedziałam o co mu chodzi. Dopiero po chwili dotarło do mnie to, że to jest sukienka, którą kupiłam razem z Kaśką. Nie zdążyłam jej nawet z torby wyjąć, leżała od piątku przy drzwiach.

-Heh, dzięki. Twoja dziewczyna ma niezłe oko do wybierania kiecek – powiedziałam z uśmiechem wyciągając sukienkę z torby.

-Kaśka? To wiadome, wypatrzy Ci każdą okazję – mrugnął okiem i ruszył do kuchni po jabłko. Ja w tym czasie przyglądałam się sukience, dobrze, że ją kupiłam. Była śliczna. Zastanawiałam się gdzie mogłabym ją założyć. Z moich przemyśleń jednak wyrwał mnie Alek.

-To jedziemy już? – zapytał gryząc czerwone jabłko.

-Gdzie?

-No miałem Cię podwieźć, już jest 11:30…

-O fuck, daj mi minutę – rzuciłam sukienkę na sofe i pobiegłam w stronę mojego pokoju aby spakować potrzebne mi książki i zeszyty. Zapomniałam to zrobić wczoraj. Nie zeszło mi 5 minut a ja już byłam gotowa, razem z bratem wyszliśmy z mieszkania i od razu wsiedliśmy do samochodu. Droga minęła mi nie wiadomo kiedy. Po dotarciu do uniwersytetu, wyszłam z auta i udałam się do budynku. Odwróciłam się, ale Alek jeszcze nie odjeżdżał. Czułam jak odprowadza mnie wzrokiem, tylko się uśmiechnęłam i dalej szłam w kierunku uczelni. Po chwili zauważyłam, że studenci się dziwnie na mnie patrzą. Dopiero potem zrozumiałam, że to ze względu na to, że jestem siostrą siatkarza, znanego siatkarza. Gdy weszłam do budynku, od razu zauważyłam kartkę na drzwiach prowadzących do Sali wykładowej. Szybko do niej podeszłam i zaczęłam ją studiować. Świetnie, dzisiejsze wykłady są skrócone o 2 godziny. To oznaczało, że wracam o 15. Tak mało a cieszy.

-Początek roku akademickiego a profesorom już nie chce się przychodzić na uczelnie – nie wiadomo kiedy obok mnie znalazł się uśmiechnięty Adam.

-Mi tam to pasuję – wyszczerzyłam się i weszłam do Sali, za mną szedł Adam po czym usiedliśmy na swoich miejscach. Po kilku minutach czekania na wykładowcę do Sali weszła Magda wraz ze swoim orszakiem. Tylko zmierzyła mnie wzrokiem i posłała chamski uśmieszek, na co ja tylko prychnęłam i odwróciłam wzrok. Po chwili wszedł do Sali, mój jakże ukochany pan profesor i rozpoczął wykład. Sumiennie robiłam notatki i starałam się jak najbardziej wsłuchiwać w słowa wykładowcy. Nawet nie wiem kiedy minęły mi te 3 godziny.

-Ty to nie będziesz miała problemu z sesją – powiedział wyszczerzony Adam pakując swoje zeszyty.

-Czemu? – zmarszczyłam brwi i zmierzyłam go wzrokiem.

-Daj spokój, jak będziesz tak wszystko notować i słuchać profesorka to na pewno sobie poradzisz.. –mrugnął okiem a potem się ze mną pożegnał. Szybko założyłam kurtkę i wyszłam z budynku. Po chwili zdałam sobie sprawę, że poza spacerem do domu nie mam jak do niego wrócić ponieważ Alek dopiero za pół godziny kończy trening. Postanowiłam, że zrobię niespodziankę chłopakom i ich odwiedzę po drodze, bo Hala Podpromie akurat znajduje się niedaleko UR. Po kilkunastominutowym spacerze byłam już na miejscu, z wejściem na halę, tak jak samego budynku, nie miałam najmniejszego problemu. Wchodząc do hali, dało się usłyszeć pisk butów i dźwięk odbijanej piłki. Podeszłam bliżej trybun.

-Dzień dobry trenerze! – powiedziałam wesoło do Pana Kowala. Odwrócił się szybko w moją stronę i odpowiedział z uśmiechem. Po tym wszystkie oczy dwumetrowców były skierowane na mnie.

-Cześć Ola! – powiedzieli prawie chórem. Roześmiałam się i pomachałam chłopakom po czym udałam się w stronę trybun. Obserwowałam chłopaków jakieś 10 minut , potem oni zakończyli swój trening, wyszłam z hali i czekałam na brata. Pierwszy z szatni wyszedł jednak Zbyszek, zaczaiłam się od tyłu i skoczyłam mu na plecy.

-Dzień dobry głuptasie – pocałowałam chłopaka w policzek.

-No dobry – wyszczerzył się i zdjął mnie z pleców – Co tak Cię wzięło na czułości? – uśmiechnął się szydersko i objął mnie w pasie.

-No wiesz, skrócone wykłady robią swoje – pokazałam mu język i zaczęłam się śmiać.

-A ja myślałem, że to mój urok tak na Ciebie działa..- głęboko westchnął i oparł się o moje ramie.

-No urok też robi swoje – ujęłam jego twarz w ręce i dałam mu soczystego buziaka.

-No a wy znowu się ślinicie..- usłyszałam głos Pita, od razu się odwróciłam i oprócz niego zauważyłam także resztę drużyny wychodzącą z szatni.

-No właśnie…nie przy ludziach – poparł Pita uśmiechnięty Igła –Tylko niech wam po brodach nie cieknie – wyszczerzył się a potem dostał ode mnie lekki cios w potylicę. Tym razem to ja byłam górą. Chłopaki mieli niezły ubaw.

-Ogarnij się Igła bo jutro żadnej piłki nie przyjmiesz, a ja tego dopilnuję – pogroził mu Bartman a ja tylko go poparłam kiwając twierdząco głową i odprowadzając wzrokiem zawodników wychodzących z budynku.

-Wpadniesz do mnie w czwartek wieczór? Przygotuję coś dobrego – uśmiechnęłam się słodko do siatkarza i popatrzyłam w jego zielone tęczówki. Od razu odwrócił wzrok i przeczesał swoje włosy ręką.

-Brzmi świetnie, ale nie dam rady.. w sobotę mam mecz, muszę się do niego przygotować…

-Oczywiście..- wyszeptałam i to teraz ja odwróciłam wzrok oddalając się od siatkarza o kilka centymetrów,

-Przepraszam Cię najmocniej. Obiecuję, że następny wieczór spędzimy razem – pogładził mnie po policzku i delikatnym ruchem uniósł mój podbródek abym na niego popatrzyła.

-No dobrze..- westchnęłam – Ale obiecujesz? – otworzyłam szeroko oczy chcąc wypatrzyć reakcję Zibiego, uśmiechnął się szeroko i złożył na moich ustach sługi pocałunek-To miało znaczyć, że obiecujesz? – wyszczerzyłam się do siatkarza. Ten tylko pokiwał twierdząco głową. Po chwili usłyszałam głos Alka, który zbliżał się do nas.

-Siostra, wracasz ze mną? – powiedział uśmiechnięty zarzucając na siebie kurtkę.

-No po to tu przyszłam – wyszczerzyłam się w stronę brata.

-Czyli nie dla mnie tu przyszłaś? – zapytał ‘obrażony’ Zibi.

-Chłopie, prawda boli…- poklepał go po plecach roześmiany Alek –Dobra młoda, zbieraj się – pokiwałam głową w moim kierunku.

-No to musimy się pożegnać, ale mam nadzieję, że nie na długo – powiedziałam ze smutkiem w głosie po czym blado się uśmiechnęłam i z całej siły przytuliłam Bartmana.

-Zadbam o to – powiedział czule, pomimo tego, że nie widziałam jego twarzy, wiedziałam, że się uśmiecha. Uwalniając się z uścisku pocałowałam go w usta na pożegnanie i wyszłam z Alkiem z budynku. Po 10 minutach jazdy samochodem i śpiewaniu hitów z lat siedemdziesiątych byliśmy pod naszym blokiem. Szybko weszłam na nasze piętro a potem do mieszkania. Torbę z książkami zostawiłam na sofie, a sama poszłam do kuchni aby nastawić wodę na herbatę. Po jej zaparzeniu od razu włączyłam laptopa i weszłam na Skype’a, nie minęło kilka minut a zaczęła się do mnie dobijać Olga. Odebrałam połączenie. Widząc jej wyraz twarzy od razu poczułam, że coś jest nie tak.
______________________
Rozdział tak w zasadzie..o niczym :)
Ale mamy nadzieję, że się podoba i czekamy na opinie :)
Pozdrawiamy serdecznie! :*

sobota, 2 lutego 2013

Rozdział 32


Nie, nie, nie tylko nie to. Jak zwykle zapomniałam nastawić budzik i zaspałam. Wykłady mam o 10 a była 9:20, no pięknie. Szybko wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Po drodze zauważyłam, że Alek dalej śpi na sofie i to w dodatku w tej samej pozycji. Weszłam pod prysznic, dokładnie się umyłam i wysuszyłam włosy. Założyłam na siebie jasne dżinsy i szary sweter w czaszki. Pomalowałam się leciutko, tusz i fluid, na więcej nie starczyło mi czasu. Zrobiłam sobie szybko kanapkę z nutellą i zjadłam ją w masakrycznym tempie. Założyłam buty i ramoneskę, na moje szczęście ,książki i zeszyty spakowałam do torby wczoraj przed przyjściem chłopaków więc teraz tylko ją przerzuciłam przez ramię i byłam gotowa. Postanowiłam, że nie będę budzić Alka bo przecież on nie jest w stanie zawieść mnie pod uniwersytet. Na szczęście za 7 minut miałam autobus. Szybko wybiegłam z mieszkania i momentalnie byłam już na przystanku. Autobus przyjechał tuz po tym jak tam dotarłam. W pewnym momencie przypomniałam sobie, że nie skasowałam biletu i zapomniałam pieniędzy na takowy, musiałam jechać po prostu na gapę. W autobusie było sporo ludzi więc stanęłam zaraz przy drzwiach. Na następnym przystanku wsiedli do pojazdu dwaj dziwni faceci, po chwili wyciągnęli jakieś plakietki.

-Kanary…no to po mnie – pomyślałam. Na moje szczęście byli o dwie głowy wyżsi ode mnie i nie zauważyli mojej osoby. Była 9:45 czyli za 15 minut mam wykłady, Boże, obym się nie spóźniła. Wysiadłam na następnym przystanku, a dwie minuty później przyjechał autobus, którym podjechałam prawie pod sam uniwersytet. W tym  czasie napisałam sms-a do Alka aby się o mnie nie martwił. Za 5 minut zaczynałam wykłady, no no, w sam raz. Weszłam do Sali wykładowej i od razu zauważyłam Adama, a z racji tego, że było koło niego wolne miejsce, siadłam tam i zdjęłam kurtkę.

-Cześć, nie mówiłeś, że będziesz studiował marketing i zarządzanie – powiedziałam wyciągając książki.

-No hej, ty też nic o tym nie mówiłaś – powiedział lekko się uśmiechając.

-Oj tam . Wykładowcy jeszcze nie ma? – zapytałam zdziwiona. Na Sali byli wszyscy oprócz profesora.

-Podobno ma się spóźnić jakieś 10 minut..

-Coooo?

-A ty co? Maraton zaliczyłaś? – uśmiechnął się szeroko.

-No no, wyrobiłam się w 40 minut – wyszczerzyłam się dumnie.

-No to gratulacje.

-A dziękuję bardzo. – Po chwili rozejrzałam się po Sali, była obszerna. Dużo ławek i krzeseł. W mojej grupie było 20 osób, jedną z nich była także Magda. Nerwowo odwróciłam się w jej stronę, uśmiechnęła się szyderczo i próbowała wyczytać coś z moich oczu. Szybko się odwróciłam gdyż Adam postukał moje ramię.

-Ty ją znasz? – zapytał  cicho spoglądając w stronę Magdy.

-Powiedzmy, nie mam z nią miłych wspomnień, jak na razie, a wręcz przeciwnie…

-No tak myślałem bo właśnie chyba Cię obgaduje do jednej ze swoich psiapsiółek – pokazał długopisem na brunetkę. Kątem oka zauważyłam, że rzeczywiście patrzy się w moją stronę i uśmiecha chamsko. Od razu przypomniał mi się incydent z laleczką Voodoo, w końcu będę musiała o tym Zbyszkowi powiedzieć, gdyż zapomniałam o tym wczoraj. Ale to tylko dlatego, że cieszyłam się, z tego że wreszcie go widzę.

-Nie będę zwracać na nią uwagi..- szepnęłam i odwróciłam wzrok.

-Tak będzie najlepiej..- powiedział Adam otwierając zeszyt. W tej chwili do Sali wszedł wykładowca. Był to mężczyzna w podeszłym wieku, widać było siwiznę na jego głowie i przemęczone oczy. Na samym początku przeprosił za spóźnienie i przeszedł do rzeczy. Omówił wszystko, co i jak. Powiedział jaki materiał będziemy przerabiać oraz daty wszelkich egzaminów. Pierwszy wykład a jaki nużący.

-No to na następnym wykładzie będziemy chyba w mniejszym składzie..- powiedział cicho Adam. Zmarszczyłam brwi, nie wiedziałam o co mu chodzi.

-Dlaczego?

-No bo wiesz, ten wykład był taki organizacyjny. Większość ludzi przyszła tylko po to, żeby dowiedzieć się kiedy są egzaminy. Następnym razem już nie przyjdą bo nie będzie im się chciało…a wiesz notatki będą kserować od koleżanek..- uśmiechnął się szeroko.

-Mhm, mam rozumieć, że potem wylecą po pierwszym semestrze?

- Ja tam wolę się nie wtrącać w szczegóły – uśmiechnął się i dalej notował wszelkie daty egzaminów i sprawdzianów.

-Wolontariatem nie jestem i kserówek dawać nie będę –wyszczerzyłam się do kolegi.

-Prawidłowo..- Adam chciał coś jeszcze powiedzieć, ale wykładowca mu przerwał.

-Ostatni rząd.. Pani..- zaczął szukać coś na liście..- Pani Aleksandro Achrem. Czy może Pani z Panem Adamem urządzać pogaduszki PO wykładach? Ja próbuję tutaj omówić naprawdę ważne sprawy.. – powiedział nieco zirytowany.

-Przepraszamy…- odpowiedzieliśmy razem.

-No właśnie Bartmanowa, ciszej tam na górze – prychnęła Magda.

-Ooo proszę, czyżbyśmy mieli ukochaną Zbyszka Bartmana w grupie? – powiedział zdziwiony wykładowca. Tym sposobem zniszczył moje zaufanie do siebie. Chamski i egoistyczny, to nie jego sprawa z kim się zadaję. Nie czuję abym miała z nim dobre kontakty.

-Na to wygląda, bo wymienia się z nim swoim DNA wszędzie gdzie się da- roześmiała się szyderczo i spojrzała w moją stronę.

-Jak jesteś zazdrosna to po prostu mi to powiedz – powiedziałam z powagą i tym razem to ja byłam górą. Magda nic się nie odezwała, odwróciła się a w Sali panowała grobowa cisza, usłyszałam tylko cichy śmiech Adama. Wykładowcę wyraźnie też zatkało bo przez kilka minut nie wiedział co powiedzieć jednakże po chwili ogarnął się i skończył wykład. Wyszliśmy razem z Adamem z Sali. Wydaje mi się być najnormalniejszy z tej całej grupy, można z nim normalnie pogadać, a to dobrze bo będę miała z kim porozmawiać. Nie sądzę abym miała dobre kontakty z innymi ludźmi z grupy, po dzisiejszym incydencie praktycznie wszystkie oczy skierowane były na mnie. Szepty też były. Ciekawie się to wszystko zapowiada. Po wyjściu z budynku poczułam chłód. Zakryłam sobie szczelniej szyję i ruszyłam w kierunku domu.

-No tym razem idziesz dobrą stroną – usłyszałam męski głos, od razu wiedziałam kim jest osobnik, Adam.

-Wzięłam sobie pewne rady do serca – powiedziałam szybko i pożegnałam się z kolegą. Całą drogę myślałam na przemian o Magdzie i Zbyszku. Będę musiała mu powiedzieć o tych incydentach, w końcu jesteśmy parą, ma prawo o tym wiedzieć. Dotarłam do domu po jakichś 15 minutach spaceru. Przemarzłam niemiłosiernie.

-Ej no, gdybym wiedział o której kończysz to bym po Ciebie przyjechał, nie zmarzłabyś przynajmniej – powiedział Alek gdy tylko weszłam do mieszkania.

-Dobrze jest, taki spacerek dobrze mi zrobił – uśmiechnęłam się i rozebrałam z kurtki i butów.

-Już Ci robię gorąca herbatę – powiedział szybko po czym udał się do kuchni, za chwilę wrócił –I jak tam po pierwszych wykładach? – zapytał rzucając się na sofę.

-Ciekawie. Najgorsze jest to, że Magdę mam w grupie…

-No to szybko się od niej nie uwolnisz widzę..- powiedział cicho.

-Raczej nie, docinki z jej strony też miały dzisiaj miejsce..

-Sypałaś ripostami? – Alek poruszał brwiami szeroko się przy tym uśmiechając.

-Jedną – wyszczerzyłam się –Ale za to zatkało nawet wykładowcę – uśmiechnęłam się do brata, który właśnie zalewał kubek z herbatą.

-Dajesz radę młoda – powiedział podając mi napój, grzecznie podziękowałam i przykryłam się kocem.

-Jak na razie.. ale muszę jeszcze o wszystkim powiedzieć Zbyszkowi..

-No to zgadajcie się kiedyś.

-Kiedyś będzie trzeba – uśmiechnęłam się przymusowo i wzięłam łyk gorącej herbaty.
____________________________
Jak wam minęła sobota? Nam zdecydowanie za szybkooo..:)