czwartek, 28 marca 2013

Epilog


Dni mijały szybko i dosyć spokojnie. Dla mnie był to naprawdę trudny okres czasu. Po całej śmierci Iwana, odcięłam się od świata, nie chciało mi się żyć. Czasami przez głowę przechodziły mi myśli samobójcze. Od tych pomysłów jednak odciągał mnie Zbyszek, który nadzwyczaj mi pomagał, opiekował się mną, był na każde moje zawołanie. Reszta świąt minęła w bardzo ponurej atmosferze, a zresztą, jak można się cieszyć w okres Świąt Bożego Narodzenia, gdy przyjaciel tak nagle umiera. Wróciliśmy do domu w określonym już wcześniej terminie. Ze smutkiem zostawiałam na Białorusi mamę i Olgę, widziałam jaki to był dla niej cios, jak to bardzo przeżywała. Do nikogo się nie odzywała, miała wyrzuty na cały świat. Sama ja, bałam się do niej podejść, po prostu, porozmawiać. Ale gdy już się odważyłam, porozmawiałyśmy na spokojnie, pierwszy raz od śmierci Iwana. Co z tego, że wylałyśmy hektolitry łez, przynajmniej porozmawiałyśmy szczerze. Od razu zrobiło nam się lżej na sercu. Po pogrzebie Iwana, na tyle ile mogłam, codziennie odwiedzałam jego grób, ale nie tylko ja jedyna. Na cmentarzu zjawiali się jego kumple, rodzina, wszyscy znajomi. Przychodzili grupkami i w ciszy patrzyli na grób. W duchu zadawałam sobie pytania, dlaczego on to zrobił. Przecież przyszłość stała dla niego otworem, wspaniałe studia, na wymarzonej uczelni. Rodzice, którzy pomogli by mu, nie tylko finansowo, ale też jako rodzina, wsparli by go. Mówił kiedyś, że chciałby założyć rodzinę, mieć córeczkę i dwóch synów. Opowiadał to z taką dokładnością i radością w oczach. Gdy to sobie przypominałam, serce kroiło mi się na kawałki. Teraz Iwan, nie będzie mógł cieszyć się z życia, nie będzie mógł założyć rodziny, skończyć studiów. To jest okropne. Ale to nie jest najgorsze, bo myślał tylko o sobie. Nie wiem czy wiedział jakie są konsekwencje brania narkotyków, ale był świadomy tego co robi. Gdy byłam w liceum zastrzegał, że nie weźmie do ust nawet papierosa. A teraz co? Taka zmiana? W ciągu zaledwie kilku miesięcy? To jest nie do pomyślenia. Ale on nie zdawał sobie sprawy z jednej rzeczy, jaki ból nam wyrządza. Dla niego to było nic, dla nas coś strasznego. Nie myślał o swoich bliskich kiedy brał narkotyki, myślał tylko o sobie. Jakby nie patrzeć, śmierć to jest całkiem normalna sprawa, nie szkoda człowieka, który zginą, ale tego wszystkiego co po nim zostało.  Wszystkie wspomnienia, ludzie, całe otoczenie. To boli najbardziej. I to nie jego, a nas. On mógł tego nie robić, mógł się zwrócić o pomoc  do nas, porozmawiać szczerze. A nawet jakby, istnieją ośrodki dla uzależnionych, Oni na pewno by mu pomogli. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nie wiem dlaczego, tak naprawdę on zginął. Nie pozostawił po sobie żadnego listu. Cały czas myślę o tym, że to moja wina. Prawdopodobnie byłam ostatnią osobą, którą widział, zmierzał wtedy w moim kierunku, może chciał mi coś wtedy powiedzieć. Cały czas zadręczałam się tymi myślami, to nie byłam ta sama ja. Całymi dniami zaszywałam się w pokoju słuchając dobijających piosenek, to od nich dostawałam ukojenie, przynajmniej na jakiś czas. Powoli zbliżał się Sylwester, nie chciałam go hucznie spędzać, imprezować. Oczywiście ze względu na żałobę, Zbyszek to zrozumiał. Postanowiliśmy spędzić go we dwójkę w jego mieszkaniu. Gdy przyszła na to pora, ubrałam się w sukienkę, którą dostałam od niego na święta. Była perfekcyjna na tą okazję, dobrałam kilka dodatków, rozpuściłam włosy, zrobiłam makijaż i byłam przygotowana na przyjście nowego roku. Przed 21 byłam już u Zbyszka. Miła atmosfera towarzyszyła nam już od początku, nie było za sztywno ani głupio, idealnie. Pokój był oświetlony, ale żarówki nie raziły po oczach. Palący się w rogu kominek nadawał otoczeniu jeszcze cieplejszego wyglądu. Siadłam sobie na sofie wpatrując się w choinkę, za mną przyszedł Zbyszek, który zza pleców pokazał mi dużą butelkę czerwonego wina. Uśmiech od razu pojawił mi się na twarzy. Zibi przyniósł kieliszki do alkoholu i już po chwili nasze usta były zanurzone w czerwonym napoju. Włączyliśmy wierzę, z której leciały nasze ulubione piosenki. Zupełnie rozmarzona położyłam głowę na ramieniu Zbyszka.

-Zastanawiasz się czasami, jak to możliwe, że to wszystko tak szybko się potoczyło? – zapytałam cicho. Usłyszałam westchnięcie i to jak Zibi palcami u dłoni ociera kciukiem mój policzek.

-Wszystko? Zależy o co dokładnie ci chodzi..- szepnął.

-Nasz związek, śmierć Iwana, kłótnie z Magdą..- wyliczałam.

-No tak, to wszystko następowało po sobie raz po raz. Nie było chwili wytchnienia…

-Przepraszam ..i dziękuję..- westchnęłam tuląc się do Zbyszka, gdy podniosłam oczy zobaczyłam jego uśmiechniętą minę.

-Ale za co?

-Za co przepraszam czy za co dziękuję?

-To i to – wyszczerzył się do mnie i zanurzył usta w winie.

-Przepraszam, że miałeś przeze mnie tyle kłopotów, a dziękuję Ci za to, że zawsze przy mnie byłeś, nie zważałeś na konsekwencje, warunki.. Po prostu byłeś – posłałam mu nieśmiały uśmiech i lekko musnęłam jego usta. Nic nie odpowiedział, wpatrywał się we mnie tylko tymi swoimi głębokimi zielonymi oczami – Gdybym tutaj nie przyjechała, na pewno wszystko potoczyłoby  się inaczej… - westchnęłam.

-Ale wtedy nie byłbym szczęśliwy. Teraz mam dziewczynę, którą kocham, na której mogę polegać. Wiem, że mnie zrozumie, pocieszy i będzie zdzierać sobie gardło kibicując mojej drużynie – posłał mi radosny uśmiech – Jakby nie patrzeć to na hali się poznaliśmy, wymieniliśmy pierwsze słowa. To tam się w Tobie zakochałem.. – uśmiechnął się niewinnie. Miałam ochotę go zacałować na śmierć. Byłam taka szczęśliwa –To jest nasza Miłość na boisku – wyszczerzył się i przytulił mnie z całej siły – A teraz wyjdźmy na balkon, zaczęło się odliczanie- mrugnął okiem i wstał z kanapy, po czym pomógł mi wstać. Razem weszliśmy na balkon i wpatrywaliśmy się w niebo. Miasto szalało. Na pograniczu Starego i nowego Roku ujęłam twarz Zbyszka w obie dłonie ,powiedziałam ciche „Kocham Cię” i pocałowałam go najlepiej jak tylko potrafiłam. Jego roześmiane oczy mówiły wszystko, był szczęśliwy, zatopił się w moim pocałunku jak nigdy. Trwał on dobre kilka minut po przywitaniu Nowego Roku, ale mógłby trwać wieczność.

-Szczęśliwego Nowego Roku kochanie – powiedział wpatrując się w moje oczy.

-Szczęśliwego Nowego Roku – powiedziałam cicho uśmiechając się od ucha do ucha - Zbyszek? – zapytałam.

-Hm?

-Zapamiętaj te słowa bo będę Ci je powtarzać codziennie… - uśmiechnęłam się niewinnie i wypatrywałam reakcję Zibiego.

-Słucham.

-Kocham Cię głupku!
____________________________
I tak oto skończyłyśmy tą historię :) Chciałyśmy wam serdecznie za wszystko podziękować. Za to, że czytaliście te nasze wypociny, za komentarze i przeszło, 39 tysięcy wyświetleń. Nigdy się nie spodziewałyśmy tego, że nasz blog będzie tyle razy wyświetlany! Będziemy tęsknić za wami...;> Nic nie obiecujemy, ale być może, po egzaminach założymy kolejnego bloga, z nową historią :) Jeszcze raz dziękujemy! ;*** Pozdrawiamy! ;***


czwartek, 21 marca 2013

Rozdział 52


Serce mi zamarło. Nie wiedziałam co powiedzieć, a co tym bardziej robić. Nie miałam zielonego pojęcia. Rozłączyłam się z mamą i stanęłam na środku chodnika w bez ruchu. Wpatrywałam się w podłoże i analizowałam każde słowo mojej mamy.  Czy stało się coś moim bliskim? Dlaczego mam brać akurat Olgę? Czy to coś jej dotyczy? Po chwili poczułam, że przyjaciółka szarpie mnie za ramię.

-Ola! Co ci jest? Kto to był? – wylewała z siebie masę pytań. Dopiero wtedy do mnie dotarło o co mama mnie prosiła.

-Musimy szybko jechać do domu i to już! – prawie wykrzyknęłam i zatrzymałam taxi.

-Ale o co chodzi? – zapytała wsiadając do samochodu.

-Coś się stało, mamy szybko jechać do domu. Mama kazała mi zabrać Ciebie.. nie wiem o co chodzi..-  nie wiadomo kiedy, po moim policzku spłynęła łza, łza bezsilności.

-Hej hej..nie płacz. Zaraz wszystko się wyjaśni.. – przyjaciółka objęła mnie ramieniem.

-Właśnie, tego boję się najbardziej.. – oparłam głowę o szybę samochodu i wpatrywałam się w domy, koło których właśnie przejeżdżaliśmy. Olga tym razem nic się nie odezwała. Wiedziałam, że też się boi. Taksówka podjechała pod nasz dom. Szybko z niej wysiadłyśmy i zapłaciłyśmy kierowcy, Na podwórku zauważyłyśmy, że w oknach pozapalane były wszystkie światła. Pospiesznie udałyśmy się do drzwi wejściowych. Alek otworzył nam je pospiesznie i pokazał drogę, gdzie mamy się udać. Na jego twarzy wymalowany był niepokój, wchodząc do salonu zauważyłam płaczącą mamę.

-Co się stało?! – prawie krzyknęłam.

-Dziewczynki.. chodźcie tutaj do mnie.. – machnęła do nas ręką. Obie podeszłyśmy bez słowa i wpatrywałyśmy się w płaczącą mamę. Długo nie mogła nic z siebie wydusić. Obejrzałam się za siebie aby zobaczyć minę Alka, może on by mi mógł coś wyjaśnić. Jednak gdy nasze spojrzenia spotkały się, on odwrócił wzrok.

-Co się tu do jasnej cholery dzieje?! – krzyknęłam.

-Iwan nie żyje.. – powiedziała szybko moja matula hamując swoje łzy. Myślałam, że to żart. Naprawdę myślałam, że to żart. Ale stan mojej matki nie pozwalał mi na to, abym w to uwierzyła. W tamtym momencie się złamałam. Nie wiedziałam co robić, co powiedzieć. Pusto wpatrywałam się z żalem na Olgę, która momentalnie się rozpłakała.

-Jak to się stało? – zapytałam. Nawet nie poczułam a po moim policzku popłynęły gorzkie łzy.

-Przedawkował..- powiedziała już nieco spokojniejszym głosem. Wtedy to ja, wybuchnęłam płaczem. Zsunęłam się po ścianie na podłogę. Schowałam twarz w dłoniach i zaczęłam jeszcze głośniej szlochać. Nie mogłam w to uwierzyć. Analizowałam każde słowo matki. Przychodziło mi to z trudnością. Każda myśl, przysparzała mnie o ból głowy. Nie mogłam tego zrozumieć, dlaczego to zrobił. Czy nie był świadomy tego co robi? Jak mógł być taki głupi? Przecie dopiero co widziałam go przed moim domem. To nie mógł być ten ostatni raz.

-Jego matka zadzwoniła , aby mnie o tym powiadomić..- powiedziałam mama wycierając mokre policzki.

-Co ja mam teraz zrobić? – załkałam.

-Pogrzeb jest jutro.. – dodał Alek, wszystkie oczy skierowane były wtedy na niego – Klepsydra już wisi..- dokończył.

-To kiedy on umarł?! – wybuchnęła Olga.

-Wczoraj wieczorem.. – powiedziała moja matula.

-To dlaczego my się dowiadujemy o tym dopiero teraz?!

-Podobno lekarze mieli nadzieje, że go jeszcze odzyskają, mylili się.

Siedzieliśmy w ciszy dobre pół godziny. Alek cały czas przy mnie był, wspierał, obejmował ramieniem. Po prostu, był. Olga wyszła z domu koło 23. Chciałam aby brat ja odwiózł do domu, bałam się, że po drodze może się coś stać. Zadeklarowała, że pójdzie się przejść i że musi to wszystko przemyśleć.  Nie miałam ochoty się o to kłócić, nie miałam na to siły. Poszłam więc do swojego pokoju, położyłam się z impetem na łóżku i zakryłam twarz poduszką, aby zatamować płynące łzy. Wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni i wystukałam numer do Zbyszka. Miałam nadzieję, że jako tako, on, poprawi moje samopoczucie, porozmawia ze mną szczerze.

-Halo? – odebrał od razu. Jego głos był zaspany, widocznie spał, ale telefon miał cały czas przy sobie.

-Zbyszek…- załkałam.

-Co się stało? – jego głos od razu się ożywił. Był zaniepokojony i zarazem zdenerwowany.

-Iwan nie żyje.. – wychlipiałam – przedawkował narkotyki – dodałam po chwili.

-Kochanie, nawet nie wiesz jak mi Cię teraz szkoda.. Nie wiem co mam Ci powiedzieć, o co zapytać. To jest dla mnie niesamowity szok.. – nie odezwałam  się nic, sama nie mogłam ubrać całego zdania w słowa – Powiem Alkowi, żeby się Tobą zajął, skoro ja nie mogę..

-Daj spokój, on mi już pomaga, po prostu przy mnie jest. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy..- powiedziałam cicho kładąc się na łóżku.

-Rozumiem Cię.. A teraz idź spać, odpocznij, uspokój. Uwierz mi, wszystko będzie dobrze – jego głos był taki ciepły. Mówił to z niesamowitym spokojem, miód dla moich uszu, dosłownie.

-Nie będzie..- chlipnęłam.

-Zaufaj mi.. – szepnął.

-Dobrze.

-Idź spać, rano do Ciebie zadzwonię. Jakby coś się działo, telefon mam pod ręką. Kocham Cię – po tych słowach rozłączył się. Ja momentalnie się rozryczałam, przykryłam twarz poduszką i wylewałam w nią hektolitry łez. Po kilkunastu minutach, drzwi od mojego pokoju lekko się uchyliły, w szczelinie zauważyłam twarz Alka, który właśnie zmierzał w moim kierunku z kubkiem gorącej herbaty.

-Masz, napij się. Na serce nie pomoże, ale na pewno lepiej się poczujesz – usiadł na łóżku podając mi kubek z gorącym napojem.

-Dzięki bracie… Dziękuję, za to, że jesteś – mimowolnie się uśmiechnęłam i wzięłam łyk herbaty.

-Takie jest moje zadanie, przecież jestem Twoim starszym bratem. Zresztą, zobacz na naszyjnik co mi dałaś – wyjął spod koszulki biżuterię –Jest jasno napisane ‘Forever’. Więc zapamiętaj. Zawsze przy Tobie będę – uśmiechnął się i wstał z łóżka –Idź spać, odpocznij, jak na jeden dzień to zbyt dużo wrażeń..

-Dobrze, ale jeszcze pójdę się wykąpać..

-Okej. Tylko pamiętaj, jakby się coś działo, wołaj mnie, jestem w pokoju obok! – powiedział ciepło i wyszedł z mojej starej sypialni. Usiadłam po turecku na łóżku i odłożyłam herbatę na stolik nocny. Siedziałam tak wpatrując się w ścianę dobre kilkanaście minut. Jednak otrząsnęłam się bo zdałam sobie sprawę, że to bez sensu. Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki. Po zmyciu tego całego brudu ze swojego ciała, ubrałam się w piżamę i poległam na łóżku.
                                                                          ***
Obudziły mnie czyjeś palce gładzące mój policzek. Ze strachem w oczach, ale także ciekawością, spojrzałam na tego osobnika. Nie wierzyłam własnym oczom, myślałam, że śnię. Zobaczyłam siedzącego na podłodze, tuż przy moim łóżku Zbyszka, który jedną ręką obejmował mnie a palcami drugiej ręki głaskał mój policzek. Oczy miał na pół przymknięte. Nie wiedziałam o co chodzi. Jak on się tu dostał, dlaczego. Tyle pytań nasuwało mi się na myśl, nie wiedziałam co mam zrobić. Jednak widok Zbyszka znajdującego się koło mnie, jego ciepło, dotyk dłoni i myśl, o tym, że jest przy mnie, sprawiły, że miałam ochotę się rozpłakać .I tak się stało, uroniłam łzę, gdy chciałam otrzeć ją ręką, przypadkiem zsunęłam dłoń Zibiego. Ten od razu ocknął się, spojrzał na mnie smutnym wzrokiem i usiadł na brzegu mego łóżka, mocno się do mnie przytulając. Nic nie mówił, objął mnie swoimi rękoma i głaskał moje włosy. Usłyszałam tylko jak szeptał do mojego ucha „Wszystko będzie dobrze. Poradzisz sobie. Jesteś dzielna”. Rozpłakałam się, Zibi miał przemoczoną kurtkę przez moje łzy. Ona wręcz nimi ociekała. Nie przeszkadzało mu to, dalej mnie obejmował, siedzieliśmy tak, bardzo długo, przynajmniej mi się tak wydawało. Ale tego właśnie potrzebowałam, bliskości. Po prostu, Zbyszka. Czułam, że poprzez dotyk, on wie, co mi leży na sercu, nie musiałam się mu wyżalać. Rozumiał moje gesty, wszystko, to co mnie martwiło, o co chciałam zapytać, na wszystko miał odpowiedź.

-Jak się tu znalazłeś? – zapytałam przecierając łzy. Głęboko westchnął i lekko odsunął się ode mnie. Cały czas trzymał moje ręce w mocnym uścisku.

-Wtedy, gdy zadzwoniłaś do mnie w nocy, byłaś smutna, straciłaś przyjaciela, nie mogłem Cię w żaden sposób pocieszyć. Przez telefon to żadne pocieszenie, przecież. Postanowiłem, że tak być nie może. Chciałem Ci pomóc w tak trudnej dla Ciebie sytuacji, chociaż trochę… -  wpatrywał się w moje oczy, które nadal byłe pełne łez. Ale tym razem szczęścia, a może i smutku. Moje mocje tworzyły wybuchową mieszankę. Byłam szczęśliwa, że mam przy sobie takiego kogoś jak Zbyszek, ale też byłam wściekła pogrążona w smutku po stracie przyjaciela.

-Dlaczego tak się stało? Myślisz, że sobie z tym wszystkim poradzę? Jeszcze nigdy nie przeżyłam czegoś takiego..

-Wiesz..Człowiek odchodzi, a jego bliscy, rodzina, znajomi, przyjaciele zostają. Dla nich jest to na pewno ogromna strata i cierpienie. Czuje się taki nieokreślony smutek, żal i rozpacz. Czas leczy rany…Ale to nie jest tak w stu procentach prawdziwe. Z czasem ten ból będzie mniejszy i się przyzwyczaimy do tego stanu, ale zawsze w sercu będzie kogoś brakowało. Pierwsze dni są najgorsze, ale nie koniecznie. Przez kilka pierwszych godzin, po tym jak dowiemy się o śmierci kogoś bliskiego czujemy jakiś szok, nie wierzymy do końca, że to prawda. Wydaje się, że to jakiś zły sen, który się niedługo skończy i wszystko będzie jak dawniej, ale niestety tak nie jest….Później się trochę oswajamy, ale dalej jest to jakieś nierealne, ale prawdziwe. Przez pierwsze dni żyjemy w szoku i nie mamy zbyt dużo czasu żeby pomyśleć o tym co się dzieje, przygotowania do pogrzebu zajmują nas i nie myślimy tak dużo  o tym co się stało… ale pogrzeb kiedyś się odbędzie i co potem? Po woli oswajamy się z tym co się stało i zaczyna to do nas docierać, w tedy dopiero uświadamiamy sobie to co się tak naprawdę stało i wspominamy wydarzenia związane z osobą, która umarła…Ważne jest żebyśmy mieli wsparcie bliskiej osoby, która wysłucha nas przytuli i pocieszy…Przez wiele wiele miesięcy przy każdej możliwej okazji uświadamiamy sobie jak bardzo nam brakuje tej osoby.. lecz niestety nie możemy już cofnąć czasu… - głęboko westchnął i popatrzył na moje sine dłonie, potem znowu na mnie. Ja przez cały ten czas wysłuchiwałam go w skupieniu. Analizowałam każde jego słowo. To co chciałam wiedzieć, dostałam na to odpowiedź. Patrzyłam na Zbyszka smutnym wzrokiem wypatrując z jego twarzy każdą reakcję, emocję. Był taki podobny do mnie. Wiedział co leży mi na sercu.

-Ja..ja nie wiem co powiedzieć…- wydukałam w końcu.

-Nie musisz nic mówić..

-Dziękuję – spojrzałam w jego oczy i  przełknęłam ślinę. Wtedy naprawdę ciężko mi się oddychało –A tak nawiązując do Twojej obecności … Skąd wiedziałeś gdzie mieszkam?

-Alek mi dał adres– posłał mi promienny uśmiech.

-To dlaczego mi nie powiedział, że przyjedziesz?

-Spałaś już – mrugnął okiem i przykrył moje nogi kocem leżącym na łóżku – Nie wyglądasz za dobrze, powinnaś się jeszcze trochę przespać…

-Nie no co ty, czuję się dobrze – wymusiłam chwilowy uśmiech i wstałam z łóżka -  Za to ty chyba nie, w końcu prowadziłeś całą noc..

-Teraz trochę się zdrzemnąłem, jest naprawdę okej, o mnie nie musisz się martwić – wymusił uśmiech a ja spojrzałam na  zegarek stojący na stoliku nocnym. Nie mogłam w to uwierzyć, dochodziła 11, musiałam spać jak zabita.

-No jaaaa..- westchnęłam głośno.

-Co? – zapytał szybko.

-Strasznie długo spałam..

-No a dziwisz się? Po tak wyczerpującym dniu to chyba każdy spałby jak nigdy. Dobrze, że żadne koszmary Ci się nie śniły.

-Wiesz, pójdę się doprowadzić do porządku… tak będzie najlepiej – wstałam z łóżka, nogi miałam jak z waty, gdyby nie Zbyszek na pewno przewróciłabym się.

-Pomóc Ci? – zapytał ciągle trzymając mnie za obie ręce. Miałam silne zawroty głowy. Nie czułam się dobrze, byłam słaba, z chęcią położyłabym się i już więcej nie wstała, ale wiedziałam, ze nie mogę. Dzisiaj był pogrzeb Iwana, musiałam na niego iść, pożegnać mojego przyjaciela, po raz ostatni.

-Dam dobie radę..- powiedziałam cicho i chwiejnym krokiem udałam się do łazienki.

-Cały czas będę stał za drzwiami! – krzyknął za mną. Uśmiechnęłam się mimowolnie i ruszyłam w kierunku kabiny prysznicowej, zdjęłam przepoconą piżamę i odkręciłam ciepłą wodę. Weszłam pod strumień i stałam tak dobre kilka minut, Chciałam aby woda zmyła ze mnie ten cały brud, aby sprawiła, że wreszcie poczuję się lepiej. Psychicznie na mnie to nie podziałało, ale za to fizyczni, poczułam się dużo lepiej. Wyszłam z kabiny i wysuszyłam się dokładnie, ubrałam codzienne ciuchy, zrobiłam bardzo lekki makijaż, który przede wszystkim miał zakrywać moje wory pod oczami spowodowane ciągłym płaczem. Po pół godzinie, wyglądałam już jak człowiek. Gdy wyszłam z łazienki, Zbyszek siedział na moim łóżku z łokciami opartymi o uda. Twarz miał schowaną w dłoniach, był widocznie zmęczony bądź nad czymś intensywnie myślał. Gdy usłyszał dźwięk skrzypiącej podłogi pod moimi nogami, od razu się poruszył i wstał z łózka, szybkim krokiem do mnie podszedł i wziął za rękę.

-Wszystko dobrze? – zapytał z troską w głosie.

-Dobrze nie jest, ale na pewno lepiej.. – uniosłam się na palcach aby go pocałować. Uśmiechnął się i musnął moje usta – Ty się tak o mnie troszczysz i w ogóle, to ja chciałam Ci się o jedno zapytać…

-Tak?

-Jadłeś śniadanie? – zapytałam uważnie się mu przyglądając, był nieco zmieszany, a na jego twarzy dało się zauważyć wstydliwy uśmiech –Czyli nie – roześmiałam się – Panie Bartman, zapraszam więc na jajecznicę ze szczypiorkiem – wzięłam go za rękę i razem zeszliśmy na dół po schodach w celu udania się do kuchni. Schodząc po schodach mało co się nie zabiłam o swoje własne nogi, ale mniejsza z tym. Gdy weszłam do pomieszczenia, cała moja rodzina, razem z Kasią, siedziała już przy stole i jadła śniadanie, dzisiaj w ciszy, jak nigdy. Gdy zauważyli nas, wchodzących do kuchni, zmierzyli nas wzrokiem. Alek wstał a mama posłała mi ciepłu uśmiech.

-Dzięki Alek, jeszcze raz – Zbyszek uścisnął dłoń mojemu bratu.

-Zawsze możesz na mnie liczyć.

-To co? Zabieramy się za jedzenie? – uśmiechnęłam się mimowolnie i ruszyłam w kierunku lodówki, wyjęłam z niej jajka i szczypiorek. Szybko wyłożyłam patelnię i zaczęłam przygotowywać jajecznicę dla mnie i Zbyszka. Zibi w tym czasie zajął miejsce koło mojego brata, przy stole. Chwilowo nic się nie odzywał, cały czas mierzył mnie wzrokiem. Miałam wrażenie, że gdybym wyszła do innego pokoju, on poszedłby za mną. Gdy zakończyłam smażenie jajek, nałożyłam jedzenia na dwa talerze. Jeden podałam Zibiemu a drugi położyłam naprzeciwko niego, sobie. Usiadłam koło mamy i zaczęłam jeść śniadanie, chwilowo nie miałam nawet na to ochoty, le mój brzuch domagał się jedzenia. Być może od braku żywności miałam takie zawroty głowy.

-Dziękuję Zbyszek, że przyjechałeś. Naprawdę, nie spodziewaliśmy się Twojej wizyty, jakby nie patrzeć, przemierzyłeś kawałek drogi.. – rozmowę zaczęła moja mama.

-Stwierdziłem, że w takich trudnych momentach, powinienem wspierać Olę, zawsze – odpowiedział biorąc pierwszy kęs jajecznicy do buzi.

-Dobrze, że ma kogoś takiego, jak ty – dodała po cichu – Widzimy się po raz drugi Zbyszku..

-Tak i to w podobnych okolicznościach.. –głośno westchnął –Miejmy nadzieję, że następne nasze spotkanie będzie nieco weselsze – wymusił lekki uśmiech na swojej twarzy i dokończył danie, ja także to zrobiłam. Po skończonym posiłku spojrzałam na zegarek, zbliżała się 12, pogrzeb Iwana, miał się odbyć o 14. Postanowiłam, że zacznę się do niego przygotowywać, fizycznie jak i duchowo. Wstałam z krzesła i odłożyłam brudne naczynia do zlewu. Gdy udałam się w kierunku drzwi, Zibi momentalnie wstał i poszedł za mną. Było to bardzo miłe z jego strony, ale nie powiem, trochę krępujące.

-Lepiej się już czujesz? – zapytał chwytając lekko moją rękę.

-Nie do końca, ale jest okej – mrugnęłam okiem i razem z nim udałam się na piętro, do mojego pokoju. Zibi usiadł na łóżku, a ja otworzyłam szafę w celu znalezienia odpowiednich ubrań na pogrzeb.

-Myślisz, że to będzie dobre? – zapytałam mało entuzjastycznie pokazując mu czarną sukienkę, która kupiłam razem z Kaśką. Zibi od razu się ożywił.

-Heh, pamiętam jak Kaśka wysłała mi Twoje zdjęcie w tej sukience, nawet je mam gdzieś na telefonie – uśmiechnął się promiennie i uwiesił wzrok na sukience – Wydaje mi się, że jest skromna i odpowiednia na tę okazję..- dokończył chowając swój uśmiech. Zmęczona tym wszystkim usiadłam na łóżku i położyłam się na łóżku koło Zibiego, ten oparł głowę na łokciu i wpatrywał się we mnie głaskając moje policzki.

-Wszystko się psuje… - po moim policzku popłynęła łza.

-Nie wszystko – mrugnął okiem i musnął moje usta –Zaufaj mi, będę pilnować tego, aby każdy dzień, był lepszy od poprzedniego, aby nie działy ci się żadne krzywdy.. Dopilnuje tego. Będę z Tobą na dobre i na złe. Zawsze i wszędzie – pogłaskał moje czoło i wstał z łóżka.

-Dziękuję – wychlipiałam i przetarłam szybko mokre oczy rękawem od swetra. Po moich słowach, udałam się do łazienki, aby przebrać się na pogrzeb. Ubrałam czarne, matowe, grube rajstopy, czarne balerinki i oczywiście sukienkę kupiona z Kaśką. Tak jak Zibi mówił, rzeczywiście była skromna i idealnie pasowała do sytuacji. Zmyłam dotychczasowy makijaż i zrobiłam nowy, jeszcze bardziej delikatny. Gdy wyszłam z łazienki, Zibi już na mnie czekał z kurtką w rękach, sam tez był ubrany na czarno, w garnitur. Nie wiem czy to był jego, czy Alka. Gd razem zeszliśmy na dół, reszta mojej rodziny, już na mnie czekała. Wszyscy byli ubrani na czarno, adekwatnie do naszego stanu. W ciszy ruszyliśmy w drogę do kościoła. Wszystko odbyło się kameralnie, skromnie. Przed ołtarzem leżała otwarta trumna, chciałam do niej podejść, uścisnąć ostatni raz rękę Iwana, ale bałam się, nie wiem czego, ale się bałam.
-Pójść z Tobą? - Zibi niespodziewanie chwycił moją rękę i szepnął do ucha. Widocznie spostrzegł po moim zachowaniu, co chodzi mi po głowie.

-Tak – szepnęłam – Ale jak wszyscy już wyjdą, dobrze?- zapytałam się Zibiego, na co on tylko kiwną twierdząco kiwnął głową i dalej wpatrywał się w trumnę. Po kilkunastu minutach po mszy, kościół dopiero zaczął pustoszeć, w końcu, my, na samym końcu podeszliśmy do trumny. Chwyciłam się mocno Zibiego i chwiejnym krokiem zbliżyłam się do miejsca, gdzie spoczywał Iwan. Chciałam spojrzeć na jego twarz, ale coś mnie odrzucało. Wewnętrzny głos mówił mi, abym tego nie robiła, jednakże wiedziałam, że jeśli tego nie zrobię. To nie zobaczę twarzy mojego przyjaciela już nigdy. Spojrzałam pustym wzrokiem na Zbyszka, kiwnął głową na znak, abym spojrzała na Iwana. Przełamałam się więc i spojrzałam na przyjaciela. Był taki mroczny, jego skóra nie była już taka promienna, zdrowa, była szara i ponura. Usta i ręce miał sine. Ten widok mnie odrzucił, jednakże puściłam dłoń Zbyszka, który w tamtym momencie spojrzał na mnie pytająco, i dotknęłam dłoni Iwana. Była zimna, sztywna, mocno ja ścisnęłam i przymknęłam oczy. Po moim policzku kolejno płynęły łzy. Dopiero teraz dotarło do mnie to, że to już jest koniec.

-Dlaczego nam to zrobiłeś…- zaszlochałam cicho myśląc, że Iwan to usłyszy i wróci do nas. Jeszcze mocniej ścisnęłam jego rękę, drugą dłonią pogłaskałam jego włosy po czym odsunęłam lekko jego rękaw garnituru, zauważyłam bliznę na jego przedramieniu. Jednak nie była to zwykła blizna, były to rany po wyciętych literach, które układały się w moje imię. Oczy mało co mnie wyszły mi z orbit. Zaczęłam płakać jeszcze głośniej. Coraz bardziej wierzyłam w to, że śmierć Iwana to była moja wina.

-Lepiej już stąd chodźmy.. – szepnęłam do Zbyszka, który cały czas przy mnie był i przyglądał się moim poczynaniom –Przyjacielu.. będziesz zawsze w moim sercu.. – pocałowałam jego dłonie i pogłaskałam włosy, już po raz ostatni. Wychodząc z kościoła nie obejrzałam się za siebie ani razu nie chciałam już cierpieć, widząc go martwego. Sprawiało mi to niesamowity ból. Uroczystość na cmentarzu trwała bardzo krótko, zaledwie kilkanaście minut. Wbrew pozorom, znalazło się na niej bardzo dużo ludzi, którzy żegnali Iwana. Jego rodzice, unikali mnie oraz Olgi. Chciałam z nimi porozmawiać, ale skoro oni tego nie chcieli, postanowiłam się nie narzucać. Gdy trumna z ciałem Iwana zmierzała ku dole, nie myślałam już o niczym innym, tylko o nim, wspominałam wspólnie spędzone chwile, te dobre jak i te złe. Nie myślałam już o tym, co mi zrobił, że mnie pobił, jak się zachowywał w stosunku do mnie. Był moim przyjacielem. Gdy wszyscy opuścili cmentarz zostałam tylko ja i Zbyszek, klęknęłam przy jego grobie, zapaliłam znicz i wpatrywałam się w jego zdjęcie, które widniało na płycie nagrobowej, był na nim taki szczęśliwy.
-Śpij dobrze przyjacielu..- szepnęłam .
________________________________________
Spodziewałyście się takiego obrotu akcji? :D
Chciałyśmy was powiadomić, ze to był już ostatni rozdział. Następny będzie epilog, pojawi się on we wtorek lub czwartek ;)
Mamy nadzieję, ze rozdział się spodobał ;)
Zapraszamy do komentowania i pozdrawiamy cieplutko! ;**



wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 51


Mimo wszystkich obaw, święta jak dotąd mijały świetnie. Mama bardzo polubiła Kaśkę i chyba zaczęła ją traktować jako potencjalną synową. Bardzo milo było na nich razem popatrzeć. Wigilia też minęła w świetnej atmosferze. Ku mojemu zdziwieniu żadna rodzina się nie zjechała. Byliśmy tylko ja, Alek, Kaśka i mama. Ale mi to bardzo pasowało. Na samym początku razem z Kaśka przygotowałyśmy stół, na którym znajdowały się potrawy wcześniej przez nas przyrządzone. Alek jak zwykle się opierdzielał, ale darowaliśmy mu to, ze względu na podróż, która go tak zmęczyła. Biedak spał cały dzień i noc, a i tak się nie wyspał. Po wieczerzy wszyscy ruszyliśmy do salonu, zapaliliśmy choinkę i po kolei otwieraliśmy prezenty. Wszyscy byli zadowoleni, nawet bardzo. Alek od razu założył naszyjnik, a potem dumnie paradował w nim po domu.  Nie wiedziałam, że sprawi mu to, aż tyle radości. Natomiast ze Zbyszkiem rozmawiałam codziennie na Skypie. Opowiadał mi co się tam u niego nie działo. Jest w swoim rodzinnym domu, w przeciwieństwie do mnie, zjechała się cała rodzina. Łącznie z młodszymi kuzynami, którzy ciągle wypytują o mnie. Rozmawiając z nim, coraz bardziej tęskniłam, ale wiedziałam, że niedługo się zobaczymy. Właśnie zbliżała się godzina, podczas, której miałam się spotkać z Olgą, moją kochaną Olgą, z którą tak długo się nie widziałam. Ja to nie wiem, czy się nagadamy dzisiaj, czy nam starczy czasu. Ubrałam się ciepło, bo wychodziłyśmy na długi spacer po mieście. Ludzi było bardzo mało w ten czas, więc to tym bardziej działało na naszą korzyść. Uśmiechnięta wyszłam z domu i udałam się na deptak, na którym miałyśmy się spotkać. Kochana Olga już tam czekała. Rozglądała się nerwowo i stąpała z nogi na nogę. Była jeszcze ładniejsza niż ostatnimi czasy ją widziałam. Szybko do niej podbiegłam i rzuciłam na szyję. Była zaskoczona ale roześmiała się w głos, gdy zauważyła, że to ja.

-Nareeeeeszcie! – powiedziała z entuzjazmem ciągle się do mnie tuląc.

-No nareszcie, nareszcie…nawet nie wiesz jak tęskniłam! – odsunęłam się do niej i wpatrywałam się w jej niebieskie tęczówki. Były takie wesołe -Gadaj co tam u Ciebie – odparłam wesoło.

-Zarąąąbiście – odpowiedziała mało entuzjastycznie – Jutro jadę do rodziny i wszyscy wujkowie, ciotki będą się zachwycać, jak ja to urosłam i w ogóle..Niech spadają na drzewo dokończyć ewolucję – roześmiała się pod nosem.

-Haha, z wiekiem stajesz się coraz bardziej wredna – uśmiechnęłam się głupio i dałam jej kuksańca w bok.

-Ojjj, nie zauważyłam – wyszczerzyła się jak głupi do sera.

-No widzisz, jak to dobrze, że ja Cię o tym informuję.

-Ty to błędne źródło jesteś, więc i tak nie wierze.

- Jak ja lubię się z Tobą tak kłócić! – powiedziałam z bananem na pół twarzy.

-I od razu przypominają się stare licealne czasy, co? – powiedziała patrząc w gwiazdy, które oświecały całe otoczenie. Co jak co, ale noc była piękna, to trzeba przyznać.

-Mówisz, jakbyśmy były emerytkami – roześmiałam się w głos i też spojrzałam na gwiazdy.

-Kiedyś i tak nimi będziemy. Będziemy mieć większą bekę z naszych odpałów niż teraz.

-Już się tego boję..haha!

-Co? – zapytałam zdezorientowana.

-Przypomniała mi się moja gleba na środku Sali podczas niesieniu sztandaru.

-Za to moje wejście na salę było perfekcyjne – dumnie wypięłam pierś do przodu i roześmiałam się.

-Taki tam samozachwyt – skwitowała mało entuzjastycznie.

-Ehhh…stare czasy…

-No teraz to naprawdę mówisz jakbyśmy były staruszkami – roześmiała się.

-Taka faza – wyszczerzyłam się głupio do przyjaciółki. I tak mijały nam godziny, na gadaniu. 

Przemaszerowałyśmy kilka razy miasto w szerz i wzdłuż. Naoglądałam się go jak nigdy, ale to tylko dlatego, że będę musiał je za kilka dni opuścić. Bardzo fajnie byłe spędzić ten wieczór z Olg, naprawdę. Ale chciałam porozmawiać jeszcze o innej rzeczy, która ostatnio, tak bardzo mnie trapiła.

-A co z Iwanem? – zapytałam w końcu. Olga była nieco zmieszana gdy usłyszała moje pytanie, mina nieco jej zrzedła.

-Nie odzywa się nic do mnie. Nie wiem, Ola, nie wiem. A chciałabym wiedzieć, to nasz przyjaciel w końcu. Boję się, że może sobie wyrządzić jakąś krzywdę. Zaczął ubierać się na czarno, przebił sobie wargę i nawet zrobił tatuaż na nadgarstku..- powiedziała na jednym wdechu, pusto wpatrując się w swoje buty.

-Widziałam…- wypaliłam prosto z mostu.

-Jak to?! – jej oczy od razu skierowały się na mnie. Wiedziałam, ze dopytywała się odpowiedzi. W myślach składałam to, co mam je powiedzieć.

-Po prostu.. Gdy przyjechałam do domu, zauważyłam go idącego po przeciwnej stronie ulicy…Masz rację zmienił się. Gdy zobaczył, ze na niego patrzę, od razu skierował się w moją stronę…

-I? – przerwała mi zniecierpliwiona.

-Nic, mama zabrała mnie do domu..-  westchnęłam smutno przypominając sobie całą sytuacje.

-I bardzo dobrze…nie wiadomo co, on mógłby teraz zrobić..

-Myślisz?

-No tak. Ola, uwierz mi. On jest zdolny teraz do wszystkiego… - chciała coś jeszcze powiedzieć, ale mój dzwoniący telefon umożliwił jej to.

-Przepraszam.. – powiedziałam do niej cicho i odebrałam. W słuchawce rozbrzmiał się głos mamy.

-Ola! Przyjeżdżaj i to natychmiast! Bierz Olgę ze sobą !– powiedziała szybko prawie łkając.

-A..a..ale co się stało? – wydukałam z siebie powoli zatykając sobie usta dłonią.

-Nie chcę żebyście teraz się zamartwiały. Przyjeżdżajcie.. i to szybko!
_________________________
Trochę dramaturgii, bo dawno nie było :) Jesteśmy już coraz bliżej zakończenia opowiadania :)
Pozdrawiamy i zapraszamy do komentowania! ;*

niedziela, 17 marca 2013

Rozdział 50


Obudziłam się czując chłód na swoim ciele. Wzdrygnęłam się od zimna, a na mojej skórze pojawiły się ciary. Opatuliłam się kocem i w taki sposób podeszłam do grzejnika znajdującego się pod oknem. Były zimne, a ja jeszcze mądra poszłam spać pod samym kocem. Poczłapałam do kuchni i zrobiłam sobie gorącą herbatę na ocieplenie. Ruszyłam z kubkiem przed telewizor, od samego rana trąbili o zbliżających się świętach, korkach na drodze. Kilka razy przewinęła się też wiadomość, o dzisiejszym meczu Jastrzębskiego Węgla i Resovii. Na samą myśl o tym spotkaniu, uśmiech pojawił się na mojej twarzy. To będzie naprawdę starcie tytanów. Bałam się o wynik. I o to, co będzie jak wygra JW, a tym, jak wygra Resovia. Jednakże będę tolerancyjna, i będę kibicować oczywiście Resovii.  Spojrzałam n zegarek. Zbliżała się godz.10. Wzięłam telefon do ręki i napisałam do Zbyszka sms-a.

-Jak się spało?
-Bywało lepiej.  Czuję się, jakbym spał cały czas na podłodze. Takie są łózka twarde – odpisał szybko.

-Nie przeżywaj. To była jedyna noc, dzisiaj już będziesz u siebie – uśmiechnęłam się do ekranu i wysłałam wiadomość.

-No z tego to się najbardziej cieszę. A ty pewnie się tam lenisz? Co?

-A tak sobie leżę i myślę, patrzę w sufit..

-Czyli lenisz.

-Wszystko się na to składa.

-Ale o 17 masz nie leniuchować, tylko ruszać dupsko przed telewizor i kibicować nam!

-Oczywiście, o to nie musisz się martwić. Zadzwonię po meczu.

-Ok, a teraz, lamo. Spadam na trening, trzymaj się!

-Rozgromcie ich – napisałam uśmiechając się do komórki. Odstawiłam ją na stolik i ruszyłam w kierunku łazienki. Przebrałam się w codzienne ciuchy, umyłam no i ogarnęłam trochę mieszkanie. Nie wiadomo, może ktoś czasami do nas przyjść. Zwinęłam koc i jeszcze raz podeszłam do grzejników. Nareszcie były ciepłe. W cały mieszkaniu zaczęła się robić nieco przytulniejsza atmosfera. Włączyłam choinkę, aby nacieszyć się nią przed wyjazdem na Białoruś. Aby umilić sobie jakoś ten czas sięgnęłam po książkę, nowy, zakupiony przeze mnie kryminał. Nie powiem, bardzo lubię takie opowieści, i ten dreszczyk emocji. Wyobraźnia działa, nie ma co.
Skończyłam czytać opowieść około 16. Zrobiłam sobie gorącą czekoladę. Wzięłam chipsy i zasiadłam przed telewizorem, Przykryłam się kocem i włączyłam na Polsat Sport. Bałam się tego spotkania, któreś z tych dwóch świetnych drużyn będzie musiało wygrać. Mam nadzieję, że to będzie Resovia, Chłopacy pracowali naprawdę ciężko i zwycięstwo im się należy. Po chwili oczekiwania na ekranie telewizora pojawili się rozgrzewający się Rzeszowianie. Igła jak zwykle uśmiechnięty, dawał rady chłopakom . Na mojej twarzy pojawił się banan gdy zobaczyłam brata, który zacięcie o czymś rozmawiał ze Zbyszkiem. Gdy zauważyli kamerę skierowaną na nich, pokazali swoje białe zębiska i pomachali do niej.

-Kocham Cię Ola! – krzyknął Zibi.

-A ja Ciebie Kasiu! – wrzasnął jeszcze głośniej Alek. Oczy wszystkich zawodników były skierowane wtedy tylko na nich, Na mojej twarzy wystąpiły rumieńce a sama ja roześmiałam się w głos. To nie pierwszy raz, gdy Zbyszek wyznaje mi miłość przed kamerą, ale jeszcze do tego nie przywykłam.

-Głupki- powiedziałam rozbawiona pod nosem.

Alek spojrzał na Zbyszka, a on na niego.

-Aaaaaaa! Siostra! Ciebie też kocham! – pomachał do kamery z przepraszającym uśmiechem wymalowanym na twarzy.

-Dużo miłości jest w tej drużynie – skomentował Tomasz Swędrowski. Przyglądałam się chłopakom z zafascynowaniem. Szczęśliwi, skupieni, a na uboczu Zbyszek wygłupiający się z Michałem. To jest wspaniała przyjaźń. Po chwili zaczął się mecz. Na boisko weszli zawodnicy obu drużyn. Spotkanie zaczęło się niefortunnie dla gości. Nie można było nie usłyszeć gwizdów rzucanych na Rzeszowian. Okazaliby trochę szacunku dla przeciwnej drużyny. Jakby nie patrzeć, nasi kibice i tak są najlepsi. Tak samo jak nasz potrójny blok. Jednakże drużyna z Rzeszowa popełniała zbyt dużo własnych, najprostszych błędów, aby wygrać to spotkanie. Przegrali 3:0. Schodzili z boiska przygnębieni. Moje serce też się rozpadło. Mistrz Polski przegrał z Jastrzębskim Węglem. Byłam smutna z tego powodu. Nie wyobrażam sobie co chłopaki mogli wtedy czuć. Patrzyłam się pustym wzrokiem w ekran. Bardzo miło było zobaczyć szczęśliwych Jastrzębian, ale sercem byłam za Resovią. Widząc schodzących chłopaków z boiska, od razu chwyciłam za telefon i wystukałam numer Zbyszka. Odebrał po dwóch sygnałach.

-Cześć – przywitałam się ciepło – Chciałam ci pogratulować meczu, dzisiaj się nie udało, ale następnym razem będzie lepiej, na pewno – uśmiechnęłam się mimowolnie i starałam się mówić nieco radośniej – Jeszcze ich rozgromicie!

-Nie masz nam czego gratulować..- powiedział po chwili milczenia, smutnym głosem. Moja mina natychmiastowo zrzedła.

-Jak to czego? Zagraliście świetnie, to było naprawdę piękne widowisko! – powiedziałam z zachwytem.

-Ale wiesz, porażka boli – powiedział zachrypniętym głosem. Nawet nie chciałam sobie wyobrażać jego miny, która gościła na jego twarzy.

-Nie martw się. Kocham Cię – odparłam ciepło.

-Ja Ciebie też, ale zawiodłem Cię..

-Nie zawiodłeś. Dałeś z siebie 100% i jestem z Ciebie dumna. Zawsze byłam i będę!

-Kocham Cię..

-Leć teraz pogratulować chłopakom z Jastrzębia i Michałowi. Pozdrów go ode mnie, tak przy okazji.

-On to się dopiero tam cieszy – cicho się roześmiał. Sama tez to zrobiłam słysząc jego śmiech.

-W takim razie ciesz się z jego szczęścia – powiedziałam ciepło, wpatrując się w okno.

-Chyba tak zrobię.. Kocham Cię.

-Wesołych Świąt kochanie – powiedziałam z uśmiechem i rozłączyłam się. Dalej oglądałam Polsat Sport, przy tym spoglądając na zawodników rozciągających się po meczu. Jastrzębianie byli w dobrych humorach, to było widać. W tym że byli zmęczeni, a zresztą, kto by nie był po takim wysiłku. Resoviacy siedzieli w kółku dalej się rozciągając. Niektóre twarze były przygnębione, ale zaraz po tym na nich pojawił się uśmiech. No bo przecież nasza kochana Igiełka nie pozwoli na smutki w drużynie. Nigdy. Moje oglądanie skończyło się po kilki minutach gdyż w programie był mecz koszykówki. Runęłam więc na sofę i położyłam się przymykając oczy. Myślałam nad dzisiejszym wyjazdem. Jak to wszystko się potoczy, czy Alek da radę jechać w nocy po tak wyczerpującym meczu. No i jak zareaguje mama gdy zobaczy Kaśkę. Cieszyłam się, że jedzie z nami. Na pewno będzie wesoło. Ale też…dziwnie. Spotkanie z Olgą, niby tak dług wyczekiwane, ale trudno będzie mi spojrzeć jej w oczy po tym wszystkim co przeżyła. No i Iwan, ciekawa jestem czy go zobaczę. Nawet nie zauważyłam kiedy, a usnęłam. Obudziłam się koło godziny 1 w nocy. A raczej obudził mnie telefon. Przyszedł sms od Alka.

„Będę w domu za 2 godziny. Śpię w autokarze, także będę wypoczęty na drogę. Trzymaj się!”

Będzie w domu za 2 godziny. Musiałam się ogarnąć bo siedziałam w piżamie, rozczochrana, bez makijażu i to jeszcze z podpuchniętymi oczami. Porównanie mnie do zombie byłoby karygodne. A dlaczego. Bo wyglądałam o wiele gorzej. Pozaświecałam wszystkie światła. Jak to w nocy bywa i pognałam do łazienki. Wzięłam orzeźwiający prysznic i przebrałam się w codziennie ciuchy. Włosy tylko rozczesałam i zrobiłam leciutki makijaż, który tylko zakrywał mi niektóre syfy na twarzy. Polazłam do kuchni i zjadłam coś ciepłego. Nie wiadomo kiedy zleciało półtorej godziny. Resztę czasu spędziłam na sprawdzaniu walizek, czy czegoś czasami nie zapomnieliśmy spakować. Po chwili usłyszałam dźwięk przekręcających się kluczy w zamku od drzwi. Nie powiem, wystraszyłam się. Ujrzałam w nich Alka, uśmiechniętego, zmęczonego.

-Czeeeeść bracie! – rzuciłam mu się na szyję – Gratuluję świetnego meczu! Pokazaliście klasę! – powiedziałam z entuzjazmem ciągle się go niego przytulając.

-No niezbyt wielka ta klasa, skoro przegraliśmy. Ale następnym razem się odegramy! – powiedział „odczepiając” się ode mnie.

-Zawsze pozytywnie nastawiony do życia! Takiego Cię kocham bracie! – poczochrałam z uśmiechem jego włosy.

-Haha, czyli takiego pesymistycznego mnie, już nie kochasz? Foch! – odwrócił się na pięcie i poszedł do kuchni po sok.

-Nie no, oczywiście, że Cię kocham – schlebiałam – Ale skoro tego zrozumieć nie możesz, to w takim razi 
foch za foch! – tak samo jak brat, odwróciłam się na pięcie i udawałam obrażoną.

-I tak Cię kocham! – objął mnie ramieniem, od prychnęłam i spojrzałam na jego roześmianą twarz – To co? Zbieramy się? Kaśka jest gotowa, zadzwoniłem do niej już – powiedział szybko zakładając buty.

-Ok. Szybko się uwinąłeś – powiedziałam opatulając się szalikiem.

-Nie lubię przymulać – mrugnął okiem i był już w trakcie zakładania kurtki. Dokończyliśmy ubieranie w ciszy. Alek wziął torby i wyszedł z nimi z mieszkania. Ja wzięłam klucze, zgasiłam wszystkie światła i obejrzałam mieszkanie z każdej strony. Tak ostatni raz przed wyjazdem. Zamknęłam je na klucz i wyszłam przed blok do brata. Bagaże mieliśmy już zapakowane w bagażniku.

-To co siostra, w drogę! – powiedział entuzjastycznie wsiadając na miejsce kierowcy.

-W drogę! – odpowiedziałam i zapięłam pasy. Ruszyliśmy w drogę od razu. Ulice były takie puste, ale zarówno piękne. Ośnieżone, pięknie wyglądały, odbijały blask kolorowych światełek  wiszących na choinkach przed domami. Słuchając kolęd, po kilku minutach dotarliśmy pod dom Kaśki. Czekała na nas na chodniku. Alek momentalnie wybiegł z samochodu aby jej pomóc. Wyglądała ślicznie. Miała włosy związane w kitkę, ciemne rurki, czarny płaszczyk i buty na koturnach. Ja w porównaniu do niej wyglądałam jak dziecko. Mój brat czule ją pocałował i zaprowadził o samochodu po czym włożył walizkę do bagażniku.

-Czeeeść Kasia! Moja przyszła bratowo! – mrugnęłam  okiem i pocałowałam ją w policzek na przywitanie.

-Siostra.. bez takich ! – Alek pogroził mi palcem po czym się roześmiał. Ja też to zrobiłam.

-No dooobra – westchnęłam – Pokażę Ci jego stary pokój – poruszałam brwiami do Kaśki.

-Haha, dobra, mój osobisty przewodniku – roześmiała się.

-Tylko bez szczegółów – odparł radośnie Alek odpalając silnik.

-Zobaczymy w jakim będę humorze – odgryzłam mu ciągle się śmiejąc.

-Szatan nie siostra.. – westchnął.

-Za to Twoja..- wyszczerzyłam się i oparłam na siedzeniu.

-Widać, że jesteście rodzeństwem – pokiwała z uznaniem Kaśka.

I tak nam leciała ta nasza podróż. Myślałam, że usnę, ale tak się nie stało. Być może dlatego, że mieliśmy kilka postoi na stacjach benzynowych i razem z bratem, na każdej z nich, posilaliśmy się mocną kawą. Nie to co Kaśka, ta prawie cały czas spała. Jedyne co mnie zdziwiło to stan Alka, trzymał się naprawdę dobrze. Nie widać było jego zmęczenia, cały czas prowadził w skupieniu i ciszy. Po 6 godzinach jazdy znaleźliśmy się w naszym rodzinnym mieście.

-Kasia, obudź się…jesteśmy prawie na miejscu..- lekko szturchnęła  ramię dziewczyny brata. Od razu się przebudziła.

-Już? – zapytała zdziwiona.

-Jak się przespało całą drogę to już – roześmiałam się a ona tylko skarciła mnie wzrokiem. Przeglądałam znajome mi krajobrazy w szybie. Były takie, jakie sobie zapamiętałam. Na ulicach widać było ludzi, którzy wracali z zakupów. Jakby nie patrzeć, była tam 7.30 rano. W mgnieniu oka podjechaliśmy pod nasz dom. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, tak długo go nie widziałam. Ale pozostał taki sam. Był świetny. Na ganku paliło się światło a w oknie poruszyła się zasłonka. W oka mgnieniu drzwi wejściowe otwarły się a z domu wyszła nasza kochana mama. Widocznie musiała na nas czekać, ubrana była w długą spódnice i ciepły golf. Wyglądała stylowo, a zresztą , kiedy to ona nie wygląda stylowo? No właśnie, nigdy. Na pierwszy rzut oka, zmierzyła wzrokiem Kasię, która nieśmiało chwyciła dłoń Alka i poszła za nim w kierunku naszej matuli.

-Mamo.. to jest Kasia. Moja dziewczyna. Przyjechałem z nią tutaj, bo chciałem z nią spędzić te święta i zapoznać was dwie – powiedział pesząco mój brat, który spoglądał raz na nasza mamę, raz na Kasię. Ze wzroku mamy nie można było nic wyczytać. A szkoda.

-Nawet synu nie wiesz jak się cieszę! Kasiu! Witaj w rodzinie! – powiedziała z entuzjazmem przytulając Kaśkę do siebie. Z tyłu można było usłyszeć głębokie westchnięcie Alka, któremu najwyraźniej ulżyło. Spojrzałam jeszcze raz na moje sąsiedztwo. Było takie jakim je zapamiętałam. Dzieci bawiące się na polu, pary trzymające za ręce. Moją uwagę przykuł jednak chłopak ubrany na czarno z głową spuszczoną w dół. Miał przekłutą wargę, a na nadgarstku tatuaż. Dokładnie mu się przyjrzałam. Nie wierzyłam własnym oczom, to był Iwan. Tak strasznie się zmienił. Nie mogłam w to uwierzyć, podeszłam bliżej płotu aby dokładniej zobaczyć jego twarz. Był dosyć daleko ode mnie, ale dałam radę. Teraz nie miałam wątpliwości, te brązowe oczy i ciemne półdługie włosy, zapadły w mojej pamięci na dobre. Rozpoznałabym je nawet przez sen. Ale mimo wszystko, zmienił się, nie do poznania. Gdy zauważył, że na niego patrzę, zdziwił się i porywistym ruchem zmierzał w moim kierunku. Wystraszyłam się, nie wiedziałam co robić. Porozmawiać z nim, uciekać czy udawać, że go nie widziałam.

-Chodźmy do domu , lepiej się zapoznamy..- z transu wyrwała mnie moja mama, która potem przytuliła mnie do siebie i zaprowadziła do domu. W duszy dziękowałam jej za to. Mimo wszystko obejrzałam się za siebie kilka  razy. Iwan stał pod moim domem i wpatrywał się w niego pustym wzrokiem.

-Stęskniłam się… ale wiesz kogo tu jeszcze brakuje? – zapytała spoglądając na mnie.

-No kogo? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie.

-Zbyszka – powiedziała ciepło całując mnie w czoło. Uśmiechnęłam się lekko., ale nie było to dla mnie zbyt łatwe. Bo rzeczywiście, Zbyszka mi tu będzie najbardziej brakować.

-Za rok – odparłam cicho i udałam się do domu, gdzie panowała jak zwykle cisza, a kominek palił się czerwonym płomieniem. Przez cały ten czas myślałam a to o Zibim a to Iwanie. Miałam przeczucie, że te święta nie będą takie zwykłe.
____________________
Spóźniony rozdział, przepraszamy ;C Ale natłok pacy w szkole i brak weny robią swoje...Ale Enjoy! :)

czwartek, 7 marca 2013

Rozdział 49


-Będę musiał się zbierać..- powiedział cicho całując mnie we włosy – za półtorej godziny wyjazd spod Podpromia..- dokończył.

-Rozumiem..- wtuliłam się do niego, wiedziałam, że w tej chwili przytulam go ostatni raz. Nie zobaczę jego roześmianej twarzy i oczu pełnych radości. Nie chciałam się z nim rozstawać, wiedziałam, że to spowoduje, że będę za nim tęsknić, a przecież tęsknota to najgorsza rzecz na świecie. Smutek, przygnębienie w jednym. Nie da się opisać tego słowami –Pozdrów Michała – uśmiechnęłam się lekko i przeczesałam ręką jego włosy.

-Zatrzymałbym Cię.. – odparł krótko, zmarszczyłam brwi i uważnie mu się przyjrzałam. Jego oczy były smutne, jednocześnie wesołe. Nie były takie jak zwykle.

-Zobaczymy się za tydzień..- próbowałam się uśmiechnąć, ale nie wychodziło mi to zbytnio.

-Tydzień męczarni – roześmiał się i wstał z kanapy.

-Nie przesadzaj, spędzisz te święta z rodziną. To przecież nie męczarnie – wstałam z kanapy i podeszłam do  niego patrząc jak zakłada swoje buty.

-Nie chodzi mi o to..- podszedł do mnie już ubrany – cały ten tydzień będę myślał o tym, że moja dziewczyna jest kilkaset kilometrów ode mnie.. - ujął moje twarz w dłonie. Nic nie odpowiedziałam, przytuliłam się do niego . Tę jakże piękną chwilę przerwał nam mój brat, który właśnie wrócił od dziewczyny.

-Ojjjć, przepraszam. Wszedłem w nieodpowiednim momencie..- rzucił przepraszający uśmiech i minął nas szerokim łukiem.

-Nie no co ty. Właśnie wychodziłem – odparł krótko Zbyszek po czym pocałował mnie w czoło.

-Przeze mnie? – zapytał Alek z grymasem na twarzy.

-Nie, nie.. – odpowiedział szybko ZB9 – Za półtorej godziny wyjazd do Jastrzębia, muszę się zbierać po prostu..- dokończył i zasunął kurtkę pod sama szyję.

-To może razem podjedziemy pod Podpromie? – zaproponował mój brat. Przyglądałam się całej tej sytuacji z uwagą.

-Dzięki stary, ale muszę spakować jeszcze swoje rzeczy . To do zobaczenia za półtorej godziny! - powiedział radośnie do brata, machając mu na pożegnanie - No i do zobaczenia za tydzień, skarbie - pocałował mnie w usta i wyszedł z mieszkania. Uśmiechnęłam się lekko i stałam jak słup soli przez dobre kilka minut w bezruchu.

-Źle się czujesz? - zapytał Alek wstając z kanapy.

-Nie.. wszystko w porządku - otrząsnęłam się z zamyślenia, tak naprawdę, czułam się źle. Nie będę widziała chłopaka przez tydzień. Niby krótki okres czasu, ale dla mnie cholernie długi -Jadłeś coś? - natychmiast zmieniłam "temat".

-Tak, Kaśka zrobiła spaghetti - pomasowała się po brzuchu po czum runął na kanapie po raz kolejny.

-A to dobrze, bo ja też - uśmiechnęłam się lekko i ruszyłam w kierunku pokoju.

-Gdzie idziesz? - zapytał mierząc mnie wzrokiem.

-Do pokoju, trzeba się spakować w końcu, nie? - zapytałam ironicznie.

-Oooo, szlag!

-Nie martw się, jak chcesz to mogę Ciebie też spakować - mrugnęłam okiem i weszłam do pokoju.

-Dam sobie radę! - krzyknął po czym usłyszałam, że wszedł do swojego pokoju. Z szafy wyciągnęłam torbę i położyłam ją na podłodze. Na sam początek spakowałam wszystkie swetry, spodnie, T-Shirty, i itp; Później bieliznę i kosmetyki. W torbie podręcznej znalazły się natomiast albumy, lustrzanka, telefon, no i prezenty dla mamy, Alka i Olgi.

-Ola?! - zawołał mnie brat.

-He? - od razu pobiegłam do jego pokoju.

-Co to jest? - zapytał zdziwiony pokazując czerwone bokserki.

-Eeee, bielizna - wyszczerzyłam się i odwróciłam na pięcie, aby wyjść z pokoju brata.

-W to nie wątpię, ale nie moja w każdym razie - roześmiał się i rzucił nią we mnie.

-No moja chyba też nie - prychnęłam i odrzuciłam bokserki.

-Nie wiem co ty skrywasz i wolę nie wnikać - roześmiał się i kontynuował pakowanie.

-Głupek..- rzuciłam i wyszłam z pokoju.

-No to może Zbyszka są te bokserki - powiedział odkładając je na szafkę.

-Po co Zibi miałby zostawiać swoją bieliznę w naszym mieszkaniu? - zapytałam głupio i popatrzyłam się na niego jak na idiotę. Ten tylko poruszał znacząco brwiami i próbował się powstrzymać od wybuchnięcia śmiechem - Zboczona małpa! - rzuciłam i poszłam do swojego pokoju.

-Ej no! - krzyknął - Jak mogłaś mnie tak obrazić! Nie jestem żadną małpą! - roześmiałam się z głupoty mojego brata i zakończyłam swoje pakowanie. Wszystkie torby wyniosłam pod drzwi, walizka Alka po chwili dołączyła do moich.

-Dobra siostra, ja się zbieram. Za 15 minut mam być na Podpromiu..- założył kurtkę.

-Pokażcie na co was stać! - powiedziałam z entuzjazmem przytulając się do brata.

-Pokażemy, o to nie musisz się martwić..- mrugnął okiem i odsunął się -To do jutra! - odparł wychodząc z mieszkania.

-Będę kibicować! - rzuciłam za nim i zamknęłam drzwi na wszystkie spusty. Bałam się sama nocować w domu. Mieszkanie było małe, ale mimo tego, bałam się. Zapaliłam choinkę, kilka bocznych lamp, włączyłam telewizor i od razu zrobiło się dużo przyjemniej. Włączyłam na maksymalną głośność Vive i ruszyłam się przebrać w piżamę. Wzięłam prysznic, wy balsamowałam się, byłam świeża i pachnąca. Szczęśliwa po nocnym rytułarze poszłam do kuchni aby zrobić sobie gorącą czekoladę. Razem z nią, runęłam na sofę przed telewizor. Po godzince oglądania telenowel w telewizji, oczy zaczęły mi się sklejać. Ale to trzeba przyznać, dość wyczerpujący dzień miałam. Postanowiłam, że pójdę spać, ale tutaj w salonie. Nie chciało mi się maszerować do pokoju i wyłazić spod koca. Wyłączyłam więc telewizor, wszystkie światła i położyłam się trzymając w ręce telefon „jakby co”. I tak sobie leżałam kilkanaście minut. Noc była piękna, gwieździsta. Niebo bezchmurne przez co można było dostrzec diamentowy księżyc. Wpatrywałam się w niego rozmyślając nad przyszłością, jak to wszystko się potoczy. Po chwili myślenia poczułam wibrowanie telefonu leżącego koło mnie, dzwonił Zbyszek.

-Jak tam się moja królewna czuje? – zapytał ciepłym głosem. Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech.

-A zbierałam się do spania właśnie..

-Uuu, to przepraszam za pobudkę – wiedziałam, że w tamtym momencie się uśmiecha. Mówił mi o tym jego ton głosu. Roześmiany, ale taki spokojny.

-Nie szkodzi i tak nie spałam, wpatruje się w księżyc cały czas – westchnęłam i przymrużyłam oczy.

-Też się w niego cały czas wpatruję i o Tobie myślę..

-Co jak co, ale romantyczny to ty jesteś – roześmiałam się i położyłam na plecach. Usłyszałam tylko radosne westchnięcie po drugiej stronie – Romeo! Ah Romeo! Gdzie Cię wcięło?! – powiedziałam do telefonu wyszczerzona. Chciałam jakoś „rozluźnić” tę atmosferę.

-Akurat do Jastrzębia – roześmiał się. Z oddali było słychać głosy śmiejących się chłopaków.

-Macie tam wygrać! – powiedziałam z entuzjazmem.

-Oczywiście – przytaknął – Dla Ciebie wszystko…aaa i Alek drze się do słuchawki, żebym Cię pozdrowił- odparł radośnie.

-Tak się stęsknił? Nie wierzeee…

-No to uwierz.

-Też go pozdrów – wyszczerzyłam się i znowu spojrzałam przez okno w stronę księżyca.

-Już się robi. To ty mi tam śpij, już  nie będę ci przeszkadzać . Dobranoc– powiedział słodko po czym się rozłączył. Nie zdążyłam mu nawet odpowiedzieć. Uśmiechnięta wysłałam mu szybko sms-a „Dobranoc” i wyciszyłam telefon. Opatuliłam się kocem i zamknęłam oczy. Jutro czekał mnie ciężki dzień.
______________________________
Maluteńkimi krokami zbliżamy się do końca tej historii, ale jeszcze trochę :D No i troszku ogłoszeń parafialnych.. Z racji tego, że mamy sporo zaliczeń w szkole, następny rozdział będzie prawdopodobnie dodany dopiero w przyszłym tygodniu.. Nie ukatrupcie nas za to :(
Zapraszamy do komentowania :)
Pozdrawiamy! :*

wtorek, 5 marca 2013

Rozdział 48


Weszłam do mieszkania, jak zwykle roześmiana. Zdjęłam buty, kartkę i ruszyłam do salonu. Na stoliku zauważyłam  kartkę, szybkim krokiem do niej  podeszłam. Wzięłam do ręki i uważnie przeczytałam treść. Była to karteczka od Alka, napisał mi, że jedzie do Kaśki i wróci przed wyjazdem do Jastrzębia, czyli przed 19. Uśmiechnęłam  się mimowolnie i odłożyłam kartkę na miejsce. Usidłam na taborecie i wyjęłam z torby prezent od Adama. Mimo tego, że zbliżały się święta i pasowałoby słuchać kolęd w tym czasie, ja włączyłam najnowszą płytę The Script. Pogrążona w  tej pięknej muzyce poległam na kanapie i przymrużyłam oczy. Przez szpary w oczach spojrzałam na zegarek który wisiał na mojej dłoni. Wybiła dokładnie godzina 13,46. Zerwałam się z sofy i popędziłam do łazienki gdyż Zbyszek miał być za 14 min. W tym czasie poprawiłam sobie włosy, wyperfumowałam się i rozejrzałam po salonie oraz kuchni. Dodatkowo włożyłam obiad na kuchenkę, abyśmy zjedli razem coś ciepłego. Gdy odeszłam od kuchenki usłyszałam dzwonek do drzwi. Podskoczyłam jak poparzona, sama nie wiem dlaczego. Tak po prostu. Szybkim krokiem podeszłam do drzwi, przed tym obejrzałam się jeszcze raz w lustrze i otworzyłam drzwi. Stał w nich jak zwykle uśmiechnięty, Zbyszek. Trzymał w rękach torebkę świąteczną i różę.

-Witam - powiedział czarująco i pocałował mnie w policzek. Nie wiadomo kiedy zarumieniłam się.

-Powitać, powitać - odparłam krótko uśmiechając się do chłopaka - Proszę wejdź - nakazałam mu i otworzyłam szerzej drzwi. Ten tylko kiwnął głową i wszedł do środka. Rozebrał się z kurtki i butów. Ubrany był jak zwykle szykownie, elegancko. Czarne przecierane dżinsy oraz sweter w pasy, również czarny, był lekko za duży.

-No więc tak - podszedł do mnie i przychylił swoją twarz ku mojej - Z racji Świąt Bożego Narodzenia, chciałbym ci kochana życzyć dużo szczęścia w życiu, sukcesów na uczelni, chwil pełnych radości, hmmm- zamyślił się - dużo miłości - wyszczerzył się po czym mrugnął okiem - żebyś mi nigdy nie chorowała i tego, aby Twój piękny uśmiech gościł na twojej słodkiej twarzyczce przez caaały czas, wtedy jesteś najpiękniejsza- popatrzył mi się w oczy i cmoknął w usta. W tamtym momencie mogłam skakać z radości. Byłam szczęśliwa, nareszcie.

-Kochany..- ujęłam jego twarz w dłonie i wpatrywałam się w jego zielone tęczówki - dziękuję. Ja natomiast chciałabym Ci życzyć tego, abyś się nie zmieniał, był zawsze, przezawsze szczęśliwy, zero kontuzji, jak najwięcej sukcesów sportowych, zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrowia. No i co jeszcze...abyś wytrzymał ze mną jak najdłużej! - powiedziałam z entuzjazmem i dałam mu słodkiego całusa w usta.

-O to nie musisz się martwić - mrugnął okiem odgarniając moje włosy, które padły mi na policzek - Dziękuję, dziękuję za wszystko.. - objął mnie i przytulił do siebie -..i za to, że jesteś - powiedział czule, po czym odsunął się. Uśmiechnęłam się nieśmiało i wzięłam go za rękę.

-Chodźmy zjeść obiad, pewnie jesteś głodny - odparłam ciągnąc go w kierunku kuchni.

-Jak wilk - odpowiedział z uśmiechem i usiadł na taborecie.

-W takim razie, przedstawiam Panu Kuchenne Rewolucje, w wersji Panny Achrem - ukłoniłam się szczerząc się jak głupia. Wyłożyłam posiłek na nasze talerze i usiadłam koło Bartmana. Zajadał się w najlepsze, widocznie mu smakowało. Ten widok cieszył moje oczy.

-No no, gołąbki wyszły Ci wyśmienicie - odparł gdy był w połowie swojego posiłku.

-Jedna z moich specjalności - wyszczerzyłam się i wzięłam kolejny kęs mojego dania.

-To jest ich więcej? -zdziwił się i wziął łyk wody ze szklanki, która stała obok.

-A jak - odparłam zadowolona.

-To ja już nie mogę się doczekać aż ich spróbuję - spojrzał na mnie kończąc swoje danie. Wszamał je naprawdę szybko.

-Pożyjemy, zobaczymy -mrugnęłam okiem i odsunęłam talerz od siebie gdyż więcej wepchać siebie już nie mogłam.

-No ja myślę, że pożyjemy jak najdłużej - roześmiał się i spojrzał w moje oczy. Wstałam z taboretu i wzięłam swój talerz.

-Dokładka? - zapytałam chłopaka pokazując na jego pusty talerz.

-Heh, nie dziękuję - uśmiechnął się czule - trzeba zachować formę - pokazał na swój brzuch i wstał z taboretu. Podał mi swój talerz i podszedł do mnie. Włożyłam naczynia do zlewu w celu umycia ich.

-Daj pomogę Ci - podszedł i napuścił wodę do miski.

-Co? - zapytałam zdziwiona - Jesteś moim gościem, spadaj mi stąd - wygoniłam go i zaczęłam myć talerze.

-Ej, no.. Ja się tak dziwnie czujesz jak przy mnie pracujesz - odparł rozgoryczonym głosem spoglądając na mnie spod byka.

-Doobra, to w taki razie przy Tobie "Pracować" nie będę - wyłączyłam lejącą się wodę i wytarłam mokre ręce.

-Chodź, mam coś dla Ciebie - chwycił mnie za rękę i pociągnął w stronę salonu. Zatrzymałam się.

-Poczekaj chwilę - uśmiechnęłam się niewinnie i truchcikiem pobiegłam do pokoju po prezent dla Zbyszka. Wyjęłam z szafy torebkę i udałam się w kierunku salon. Zibi czekał na mnie oparty o framugę drzwi.

-Proszę, to dla Ciebie - powiedziałam podając mu prezent - Wesołych Świąt - dodałam z uśmiechem patrząc na niego. Wypatrywałam każdą jego reakcję Był zdziwiony, nie wiedział co powiedzieć.

-A to dla Ciebie, mam nadzieję, że się spodoba - wyjął zza pleców torebkę z motywem śnieżynki.

-Dziękuję - przytuliłam się do niego. Usiedliśmy razem na kanapie i włączyliśmy radio. Siadłam po turecku i otworzyłam torebkę. Znajdowały się tam najnowsze perfumy Bruno Banni oraz torebka z Zary. Spojrzałam ze zdziwieniem na Zibiego, który uważnie przyglądał się moim poczynaniom. Wyczekiwał każdej mojej reakcji, sam nawet nie otworzył swojego prezentu.

-Nie wiedziałem czy Ci się spodoba, ale zaryzykowałem - uśmiechnął się i również podkulił nogi -Kupiłem ją myśląc o Sylwestrze - pokazał rząd swoich białych zębów i wpatrywał się w moje ręce które dokładnie otwierają torebkę.

-Ją? - zapytałam zdziwiona, po raz kolejny,. Ten tylko kiwnął twierdząco głową. Przed moimi oczami ukazała się śliczna burgundowa sukienka, ze złotym suwakiem na plecach. Była obcisła na górze i przewiewna na dole. Sięgała do polowy uda. Była idealna. Nie miała dekoltu, w zamian za to, posiadała kołnierzyk z pereł oraz innych kryształków. Oczy mi się zaszkliły i nie mogłam uwierzyć w to co widzę. Ta sukienka była najładniejsza jaka kiedykolwiek widziałam.

-Zbyszek!- krzyknęłam.

-Nie podoba się? - zapytał ze strachem w oczach.

-Wręcz przeciwnie! Jest piękna- uściskałam go i dalej wpatrywałam się w to cudo.

-No to ufff. Bo cały ten czas przezywałem, że Ci się nie spodoba,. Kamień z serca mi spadł - westchnął radośnie.

-Dziękuję, musiałeś dać fortunę..- powiedziałam dokładnie składając sukienkę i wkładając ja z powrotem do torby.

-Wcale nie..- machnął ręką.

-To teraz ty otwórz swój prezent - powiedziałam pokazując na torebkę, która leżała tuz obok niego. Posłusznie wziął ja do ręki i otworzył Na pierwszy rzut poszedł zegarek. Stresowałam się jak cholera. Prezent mi się podobał, zegarek był naprawdę kozacki, ale czy mu by się spodobał, nie miałam zielonego pojęcia.  Popatrzył się na mnie, a potem na zegarek, następnie znów na mnie. W końcu otworzył opakowanie. W jego oczach pojawiły się iskierki, a na twarzy zawitał mega banan. Wziął zegarek do ręki i uważnie mu się przyjrzał.

-Żartujesz sobie? - zapytał bo krótkiej ciszy, która panowała.

-No nie wygląda na to, abym żartowała..- odparłam wypatrując każdy grymas na jego twarzy, jednakże, takiego nie znalazłam.

-Jest perfekcyjny - powiedział odkładając go znów do pudelka. Uśmiechnęłam się i poprawiłam swoją pozycje.

-A co to? - wyjął album z  torebki. Na jego twarzy wyrysowane było zdziwienie.

-Otwórz to zobaczysz - posłuchał mojej odpowiedzi i otworzył album.

-Jesteś najlepsza, chodź tu - przywołał mnie do siebie. Oparłam się o jego ramie i mocno wtuliłam w jego tors- mam być szczery? - zapytał po chwili.

-Mhm..- odparłam krótko.

-Ten album podoba mi się bardziej od zegarka.. a wiesz dlaczego? - Ty tam jesteś, twoja roześmiana buźka i wspomnienia - odgarnął kosmyk włosów z mojej twarzy i pocałował mnie w czoło. Uśmiechnęłam się na wypowiedziane przez niego słowa.

-Oglądamy? - zapytałam wskazując na album. Przytaknął i razem zaczęliśmy wspominać wspólnie spędzone razem chwile, nasze wygłupy, wycieczki. Siedzieliśmy tak wtuleni w siebie dobre kilka godzin, wysłuchując kolęd w radiu.

-Mogłabym tak cały czas z tobą siedzieć - powiedziałam przytulając się do chłopaka.
_______________________________
Tadamm :D Jak emocje po wczorajszym meczu? Zadowoleni jesteście z wyniku? :)

niedziela, 3 marca 2013

Rozdział 47


No i zbliżał się ten dzień, jutro miałam wyjeżdżać na Białoruś. Dzisiaj natomiast czekał mnie bardzo pracowity dzień, ale też bardzo przyjemny. Rano miałam spotkać się z Adamem w kawiarni, w której spotkaliśmy się ostatnio, a popołudniu ze Zbyszkiem. Tym razem u mnie. Na koniec dnia, miałam jeszcze wszystko spakować, ciuchy, kosmetyki, najpotrzebniejsze rzeczy. Zarówno moje jak i Alka, którego w tym czasie już w domu nie będzie. Nie czekając długo ubrałam się w czarne legginsy, botki, również w tym samym kolorze, fioletową bluzę z Croppa. Na nią narzuciłam kurtkę i byłam gotowa do wyjścia.  Poprawiłam tylko makijaż, wzięłam torbę z prezentem dla Adama i wyszłam z mieszkania. Była 9, a Alek jeszcze spał. Postanowiłam mu nie przeszkadzać, tylko po prostu, wyszłam zostawiając dla niego kartkę. Sądziłam, że nie zejdzie mi dłużej niż dwie godziny. Uśmiechnięta udałam się w stronę klatki schodowej. Zamykając drzwi zauważyłam gromadkę dzieci w przedziale wiekowym 4-7.  Dwie dziewczynki, trzech chłopców. Wszystkie małe oczęta były skierowane wtedy na mnie. Uśmiechnęłam się do nich promiennie i zeszłam po schodach.

-Dzień dobry, proszę pani – odparły chórem. Poczułam się naprawdę niezręcznie i.. staro. Ale za to te, małe brzdące zalały moje serducho miodem.  W życiu nie słyszałam słodszej rzeczy.

-Dzień dobry – odpowiedziałam z mega dużym bananem na twarzy. Po moich słowach, zza drzwi wyłonił się Pan Nowicki.

-Wchodźcie dzieciaki, babcia ma dla was coś słodkiego – powiedział z uśmiechem –Oooo Ola. Co tak wcześnie wychodzisz? – zapytał podchodząc do mnie, wziął przy okazji za rękę dziewczynkę i chłopca, reszta trzymała się słodko za ręce.

-Musze załatwić kilka ostatnich spraw na mieście, przed wyjazdem na Białoruś – odparłam patrząc się na niego. Był taki szczęśliwy, jeszcze bardziej niż zwykle. Gdy spojrzałam na twarzyczki jego wnucząt od razu przypomniało mi się, że mam w torbie całe opakowanie pełne lizaków. Szybko wyjęłam je z torby i kucnęłam przed dziećmi. Pan Nowicki uważnie przyglądał się moim poczynaniom. Otwarłam paczuszkę i podałam je dzieciom.

-Proszę – uśmiechnęłam się do nich – Mimo iż wasza babcia, przygotowała dla was coś słodkiego, ode mnie lizaczki możecie dostać – mrugnęłam okiem i spojrzałam z dołu na sąsiada. Kiwnął do dzieci głową, na co one zgodnie do mnie podeszły i odebrały paczuszkę.

-Dziękujemy – powiedzieli razem, znowu, ale tym razem jeszcze bardziej słodko.

-Nie ma za co – odpowiedziałam wpatrując się w dzieci. Były takie uśmiechnięte, miały iskierki w oczach otwierając coraz to inne lizaki.

-Naprawdę, nie musiałaś – posłał  mi nieśmiałe spojrzenie Pan Nowicki.

-Ale chciałam – odparłam pewnym siebie tonem.

-Dziękuję .

-Ale naprawdę nie ma za co. Przepraszam Pana bardzo, ale muszę się już zbierać. Mam nadzieję, że zobaczymy się jeszcze – powiedziałam z uśmiechem otrzepując kurtkę.

-Ja też mam taką nadzieję. Do zobaczenia – pomachał mi ręką i razem z dziećmi wszedł do mieszkania. Wyszłam z bloku z mega wielkim bananem na twarzy. Postanowiłam się przejść do Millenium Hall, pogoda akurat dopisywała, na niebie nie było żadnej chmurki, wręcz przeciwnie, słońce świeciło co nie miara, mimo to, było zimno. Śnieg pięknie odbijał światło, był taki, diamentowy.  Szybkim krokiem, w rytm muzyki lecącej mi słuchawkach dotarłam do galerii, a następnie kawiarni. Z daleka widziałam już Adama. Był ubrany w szare rurki, czarne botki i czerwono-czarną koszulę w kratę. Włosy – jak zwykle, ułożone idealnie. No bo to przecież Adam, obiekt westchnień wszystkich dziewczyn z UR. Nieco pewniejszym krokiem udałam się w stronę drzwi wejściowych. Adam zerwał się z miejsca i truchcikiem podbiegł aby odebrać ode mnie kurtkę, którą właśnie zdejmowałam.

-Dziękuję – powiedziałam szeroko się uśmiechając.

-A proszę – odwzajemnił mój uśmiech.

-Z racji tego, że widzimy się po raz ostatni przed świętami…- zaczęłam swój monolog..- chciałabym Ci życzyć dużo zdrowia, szczęścia, pomyślności, tego wspaniałego uśmiechu na twarzy, aby Twoje marzenia się spełniły, te najskrytsze, no i abyś się nie zmieniał, pozostał takim jakim jesteś teraz – uściskałam go mocno – No i taki mały prezent ode mnie- wyciągnęłam zza siebie torbę z prezentem. Oczy mu się zaświeciły i nie wiedział co powiedzieć. Patrzył na mnie przez dłuższą chwilę. Ale po pewnym momencie, otrząsnął się.

-Nie musiałaś przecież!- Od razu zauważyłam zdziwienie na jego twarzy, ale po chwili pojawił się na niej uśmiech.

-W takim razie poczekaj - szepnął i odszedł na chwile do naszego stolika. wyłonił się z niego za kilka sekund, uśmiechnięty niósł w rękach mała, świąteczną torebkę - Teraz moja kolej - uśmiechnął się nieśmiało - z racji tego., ze są święta, ja tez chciałbym życzyć ci dużo zdrowia, szczęścia, miłości, abyś była tak mega pozytywnie nastawiona do życia, no i co tam jeszcze...a! żebyś się nie dała Magdzie zgnieść, bo to jednak upierdliwe dziecko jest - uśmiechnął się szeroko i spojrzał mi w oczy - i taki tam mały prezencik ode mnie - podał mi torebeczkę. Zatkało mnie z wrażenia, nie wiedziałam co mam powiedzieć. Nie sadziłam, że może kupić mi jakikolwiek prezent.

-Dziękuję i naprawdę...nie trzeba było - zarumieniłam się odbierając od niego prezent.

-To ja chyba powinienem ci podziękować - powiedział gdy zmierzaliśmy już razem do naszego stolika.

-Daj spokój, w ogóle się nie spodziewałam - odparłam z uśmiechem na twarzy. Nie sądziłam, ze Adam o mnie pamięta, i o tym, ze kupi mi prezent.

-No a ja to co? - roześmiał się - Otwieramy? - zapytał siadając na krzesełku. ja siadłam sobie na przeciwko niego i trzymałam na kolanach prezent od niego.

-Oczywiście - roześmiałam się i otworzyłam torebeczkę. Nie mogłam uwierzyć, w to, co zobaczyłam. Znajdowała się w niej cała dyskografia The Script i srebrne pudełeczko. Pospiesznie je otworzyłam, były tam prześliczne szafirowe kolczyki. Musiały sporo kosztować.

-Adam! - podniosłam głos.

-Co? Nie podoba się? - zapytał przestraszonym głosem wypatrując każdą moją reakcję.

-No właśnie mylisz się! Wszystko jest świetne, ale..

-Ale co?

-Musiałeś za to dać fortunę.. - powiedziałam cicho wpatrując się w kolczyki. Były naprawdę piękne - Ja w porównaniu do Ciebie, niezbyt dużo Ci kupiłam..- westchnęłam zamykając pudełeczko z kolczykami i chowając je do torebki.

-Haha - roześmiał się mało entuzjastycznie - wcale nie - dodał uśmiechnięty otwierając prezent -Osz ty..! Polowałem na to od dwóch miesięcy! - w jego oczach pojawiły się iskierki, które przeszyły mnie na wylot - Nigdzie nie mogłem tego znaleźć, dziękuję, dziękuję, dziękuję! - powiedział szybko oglądając płytę z każdej strony.

-Czyli trafiłam w gusta? - zapytałam na jednym tchu przyglądając się mu.

-No a jak! Nawet zapamiętałaś, że Coldplay to mój ulubiony zespół - uśmiechnął się promiennie i włożył wszystko do torebki.

-No ,pamiętliwa menda jestem - odparłam z mega dużym bananem na twarzy.

-Z tym to się zgodzę - mrugnął okiem - Zamawiamy coś? - zapytał krótko kartkując menu leżące na stoliku.

-Pewnie, dla mnie jak zwykle gorąca czekolada i...karpatka ,a co - roześmiałam się i oparłam łokcie o blat.

-A to ja też, nie będę wydziwiać - posłał mi szczery uśmiech i poszedł do kelnerki, aby zamówić nasze jedzenie. Nie było go kilka minut. Cały ten czas siedziałam uśmiechnięta, nie sądziłam, że Adam będzie na tyle miły, żeby kupować mi prezenty na święta, myliłam się.

-Moja dieta, pójdzie się "kochać" - uśmiechnęłam się gdy wrócił z ciastem.

-No ze mną karpatki nie zjesz? - zapytał rozchichrany.

-Z Tobą zawsze - mrugnęłam okiem i wzięłam pierwszy kęs do buzi. Całe spotkanie mijało nam w bardzo sympatycznej atmosferze. Wymienialiśmy się "niusami", kawałami i planami na przyszłość. Ja mówiłam o swoich, on o swoich. Czasem mieliśmy taką "blokadę", że żadne z nas nic nie mówiło, ale to naprawdę na krótko. Dosyć niezręcznie się wtedy robiło, ale było miło. Obserwowaliśmy razem zabieganych ludzi biegających po galerii i robiących zakupy. Rozmawialiśmy o swoich przyjaciołach i starych szkołach. Nieźle się przy tym uśmialiśmy. Dowiedziałam się też, że wyjeżdża dzisiaj do rodziny. My natomiast, jutro .Nawet nie poczułam jak minęły te dwie godziny. Było już sporo po 11, musiałam się zbierać.

-Dziękuję za wszystko, naprawdę, muszę już iść. Wiesz, ostatnie sprawy przed wyjazdem. Naprawdę miło było z Tobą spędzić ten czas- powiedziałam z uśmiechem na twarzy wstając z krzesła. Adam również wstał i przysunął krzesełko do stolika.

-To ja Ci dziękuję, za pamięć i w ogóle za wszystko - powiedział patrząc się w moje oczy.

-Także do zobaczenia po sylwestrze! - odparłam zakładając kurtkę.

-Długo nie będziemy się widzieć..- na jego twarzy pojawił się grymas.

-Przeżyjesz - pocieszyłam go obwiązując się przy tym szalikiem.

-No właśnie nie - poprawił mnie uśmiechając się, na jego twarzy pojawiły się słodkie dołeczki.

-Weź się nie wygłupiaj - odparłam śmiejąc się - To Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! - uściskałam go przyjacielsko i poszłam w kierunku drzwi wyjściowych.

-Wesołych Świąt! - krzyknął za mną, odwróciłam się i mu pomachałam. Idąc w kierunku ruchomych schodów, zauważyłam przez okno, że Adam jeszcze siedzi przy czekoladzie i kończy ją pić. Gdy mnie zauważył od razu uśmiech pojawił się na jego twarzy,. Odwzajemniłam go i zjechałam po schodach na sam parter. Tym razem wróciłam do domu autobusem. Jechałam do niego szczęśliwa z powodu, że za niecałe kilka godzin zobaczę się z ukochanym.
_________________________
Co tam u was słychać? :) My jesteśmy zdołowane faktem, że jutro jest poniedziałek ;/ Ale cóż :) Komu dzisiaj kibicujecie? :D Effectorowi czy Jastrzębiu? :D My sądzimy, że oba zespoły mają potencjał i mogą wygrać, ale chyba sercem jesteśmy za JSW ;3
Pozdrawiamy ciepło i zapraszamy do komentowania! :D

sobota, 2 marca 2013

Rozdział 46


Po podróży autobusem, udałam się w stronę mojego bloku. Szybko się tam znalazłam, wchodząc na klatkę zauważyłam pana Nowickiego., który przynosił ze strychu ozdoby choinkowe.

-Dzień dobry Panie Jarku. Jak zdrówko?- zapytałam radośnie mężczyznę.

-Na razie dobrze, nie narzekam – odwzajemnił mój uśmiech i poprawił okulary - Ale po świętach, wątpię żeby było tak dobrze - posłał mi jeszcze szerszy uśmiech.

-A to dlaczego? - zmarszczyłam brwi.

-A panienko.. wnuczęta do mnie przyjeżdżają. Długo się z nimi nie widziałem, pewnie będą się chciały ze mną bawić, a wiesz, u mnie kręgosłup nie jest już tak giętki jak kiedyś - odparł i schylił się aby położyć karton z ozdobami na podłodze.

-Zabawa z dziadkiem to podstawa. Proszę je ode mnie i Alka pozdrowić, żonę również - spojrzałam z uwaga na Pana Nowickiego i posłałam mu nieśmiały uśmiech.

-Dobrze, dobrze- przytaknął - A wy zostajecie ,tutaj, w Polsce? -zapytał, kiedy to ja miałam już wchodzić do swojego mieszkania.

-Nie, nie zostajemy, przyjedziemy po świętach. Chcemy je spędzić z rodziną - uśmiechnęłam się i popatrzyłam w okno przypominając sobie roześmianą twarz mojej mamy - Ale pana ozdoby przypomniały mi o jednej ważnej rzeczy - odparłam pokazując na karton pana Jarka.

-Jakiej, dziecko? - zapytał uważnie mi się przyglądając.

-Nie mamy choinki - powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy - Ale coś się wykombinuje - odparłam i włożyłam kluczyki do drzwi.

-Święta bez choinki to nie święta - skwitował i podniósł karton z podłogi - Mam nadzieje ,że się jeszcze zobaczymy przed waszym wyjazdem.

-To to na pewno - posłałam mu szczery uśmiech - Do zobaczenia Panie Jarku. Gdyby potrzebował pan pomocy, my z Alkiem jesteśmy otwarci na wszystko - skwitowałam i otwarłam drzwi.

-Nie skorzystam,. ale dobrze wiedzieć - poprawił karton, który miał w rękach i obrócił się w stronę swoich drzwi -Do zobaczenia – odpowiedział.
Weszłam uśmiechnięta do mieszkania. Cieszyłam się, że mam dobry kontakt z sąsiadami, nawet bardzo. Chociaż znam niewielu, jestem z tego powodu bardzo szczęśliwa. Ściągnęłam kurtkę, buty i od razu udałam się do pokoju po dresy. Przebrałam się szybko w wygodne ciuchy, zmyłam makijaż i uczesałam niedbale. Czyli jak zwykle w domu.  Włączyłam radio, akurat leciała piosenka Last Christmas, od razu zaczęłam ja nucić. Kochałam ją, przypominała mi o moim dzieciństwie oraz wycieczkach samochodowych z ojcem, kiedy jeździliśmy w odwiedziny do rodziny, przemierzając setki kilometrów wzdłuż Białorusi. Tak kochałam te momenty, teraz pozostały mi tylko wspomnienia, nic więcej. Na samą myśl o ojcu, łezka zakręciła mi się w oku. To będą kolejne święta bez niego. Pogodziłam się z tym już dawno, bo przecież to już nie pierwszy raz. Ale brak ojca, boli i to bardzo. To była najgorsza rzecz jaka mnie w życiu spotkała. Byłam do niego bardzo przywiązana. Córeczka tatusia. To fakt. Po jego śmierci strasznie się zmieniłam, zaczęłam bardziej uważać na słowa, zwracałam uwagę na charakter ludzki, nie tylko na wygląd, jak się zachowują. I przede wszystkim zaczęłam uważać na siebie, swoje życie, bo zdałam sobie sprawę, że możemy je stracić w najmniej oczekiwanym momencie.. Kolejna łza spłynęła po moim policzku, jednakże szybko je otarłam.

-Nie płacz, głupia, nie płacz- powiedziałam sama do siebie, po czym cichutko się roześmiałam.
Śpiewając piosenkę udałam się do kanapy, bo tam właśnie leżała moja torba z zakupami. Z impetem rzuciłam się na kanapę i z mega dużym bananem na twarzy otworzyłam ją. Kochałam oglądać rzeczy, które kupiłam, zwłaszcza kiedy są to prezenty. Na samym wierzchu leżała torebkę od jubilera. Naszyjnik dla Alka - jeszcze raz go obejrzałam. Teraz wydawał mi się być jeszcze piękniejszy, a kolczyki Olgi - co tu można mówić, były rewelacyjne, świetnie odbijały światło. Przyciągały uwagę, były mega eleganckie, szykowne, ale tez bez przesady. Będzie wyglądać w nich świetnie. Na samym dnie zauważyłam torebkę ze zdjęciami i albumami. Na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy banan. Wreszcie mogłam zobaczyć nasze zdjęcia, tak na żywo. Potrzymać je w rękach. A wkładanie ich do albumu to było to, co od dziecka kochałam. Świetnie się bawiłam układając ja chronologicznie, okazjami, ludźmi. Wspominałam wtedy wspaniałe chwile. Na mojej twarzy pojawił się jeszcze większy uśmiech gdy pomyślałam o tym, że zaraz je zobaczę. Zniecierpliwiona rozerwałam papierową torebkę ze zdjęciami. Było ich bardzo dużo. Bardzo, bardzo dużo. Na samej górze było zdjęcie moje z chłopakami z Resovi, dalej kolejno slit focie moje i Alka, Zbyszka, Kaśki, znowu chłopaków. Gdzieś nawet przesunęło się zdjęcie Adama, gdyż zrobiliśmy sobie jedno.

-Cholera, mogłam wywołać je dwa razy, dałabym mu jedno - powiedziałam sama do siebie z grymasem na twarz. Jednakże przeglądałam dalej. Teraz przyślą kolej na moje ulubione zajęcie. Prezenty od jubilera odłożyłam do mojej szafki nocnej i spojrzałam na zegarek. Miałam jeszcze sporo czasu do przyjścia Alka. Rozpieczętowałam albumy a zdjęcia poukładałam na sofie. Sama też usiadłam na niej po turecku. Zaczęłam segregować zdjęcia. Podzieliłam je na dwie kupki - moje i Zbyszka, oraz moje, chłopaków i innych przyjaciół. Na pierwszy rzut poszły zdjęcia moje i Zbyszka, zaczęłam układać je chronologicznie, ale złamałam to zasadę pod jednym względem. Na pierwszej stronie umieściłam nasze zdjęcie, zrobione w Skate Parku, słynny całus. Na samą myśl, wyszczerzyłam się jak głupi do sera. Byłam szczęśliwa, a gdy wkładałam te wszystkie zdjęcia, miałam łzy w oczach, nie smutku, szczęścia. Dziwna jestem, wiem, ale wrażliwość odziedziczyłam akurat po mojej mamie. Później zaczęłam układać zdjęcia moje, przyjaciół, drużyny , także chronologicznie. Wyszczerzona i zarazem szczęśliwa z wykonanej pracy zaczęłam oglądać jeszcze raz, albumy. Były perfekcyjne, nie zachwalając się oczywiście. Ten mój położyłam na ławie w salonie, a ten Zbyszka, zaniosłam do mojego pokoju i włożyłam do szafy, tak samo jak prezenty dla Alka i Olgi. Podgłosiłam radio i położyłam się na sofie, przymknęłam oczy i myślałam, tak naprawdę to o niczym. Nie dane mi było poleżeć bo usłyszałam dźwięk otwieranych drzwi. Szybko się zerwałam i zobaczyłam Alka.

-Jak tam na treningu? – zapytałam przytulając go na powitanie.

-A nawet dobrze, nieźle mi dzisiaj szło, ale mogło być lepiej – powiedział z przymusowym uśmiechem, odwieszając kurtkę na wieszak. Udałam się do salonu i znowu poległam na sofie.

-A ty co tam robiłaś? – zapytał przysiadając się do mnie.

-Byłam na mieście i wywołałam zdjęcia – pokazałam palcem na album leżący na lawie. Wziął go do ręki i uważnie mu się przyjrzał.

-Obejrzymy zdjęcia razem? – spojrzał na mnie i przybliżył się do mnie.

-Pewka – uśmiechnęłam się i usiadłam po turecku.
Oglądaliśmy zdjęcia śmiejąc się cały czas, te z treningu, z pamiętnej domówki,  no i musiało się tez trafić zdjęcie Adama. Alek, gdy je zobaczył najpierw spojrzał na mnie, potem na zdjęcie, a potem znowu na mnie.

-A kto to jest? – zapytał po chwili.

-Kolega ze studiów, Adam ma na imię. Bardzo fajny kumpel  - powiedziałam po czym uśmiechnęłam się do niego i odwróciłam stronę.

-Nigdy mi o nim nie mówiłaś – uważnie mi się przyjrzał, uniósł przy tym swoje kąciki ust. Wyglądał naprawdę słodko, jak nie on. No bo właśnie, on nigdy nie wygląda słodko.

-A po co miałam mówić? – zapytałam krótko, mierząc go wzrokiem.

-No nie wiem, a przedstawisz mi go kiedyś? – odpowiedział pytaniem na pytaniem

-No myślę, że to on by chciał cię poznać – uśmiechnęłam się szeroko i podparłam ręce o brodę. Alek tylko zmarszczył brwi i przyglądał mi się z jeszcze większą uwagą.

-Jest waszym kibicem debilu, i wiernym fanem – mój brat od razu się ożywił – No i obiecałam mu, że pójdę z nim na jeden z waszych meczy, czyli będziesz miał go okazje poznać – posłałam mu uśmiech numer 3. I odłożyłam album na komodę.

-Miło jest słyszeć takie słowa – na jego twarzy pojawił si uśmiech a w oczach pojawiły się iskierki.

-Alek? – odparłam, widząc, ze idzie do kuchni po sok.

-Hm?

-Mam pytanie…

-Dawaj – upił łyk z kartonu.

-Masz choinkę na strychu? – zapytałam nieśmiało, wypatrywałam jego reakcji. Nieco się zdziwił, ale potem ożywił.

-Mam, ale stoi zakurzona. Chcesz ja ubrać? – zapytał podchodząc do mnie.

-Tak, bardzo chcę – odparłam krótko.

-To poczekaj, ja zaraz wrócę – ubrał kurtkę i wyszedł z mieszkania. Ja w tym czasie poprzesuwałam fotele, aby choinka zmieściła się w salonie. Alek był lada moment z powrotem. Gdy zobaczyłam sztuczne drzewko, uśmiech automatycznie pojawił się na mojej twarzy, cieszyłam się jak małe dziecko, które dostało nową zabawkę.

-Trzymaj ją, ja jeszcze polecę po ozdoby – mrugnął okiem i ruszył w kierunku wyjścia.

-Bracie, jesteś najlepszy – skwitowałam wpatrując się w drzewko. Przeniosłam je w wyznaczone miejsce i uformowałam gałązki. Gdy Alek przyszedł z ozdobami, zaczęliśmy ubierać drzewko i śpiewać przy tym kolędy. Za oknem było już ciemno, co powodowało, że poczułam ten świąteczny nastrój. A to, że byłam w tym roku z Alkiem, cieszyło moje serce chyba najbardziej. Tak dawno, nie ubierałam z nim choinki, tak dawno nie spędzałam z nim świąt. Po kilkunastu minutach choinka była gotowa. Złoto-czerwone bombki nadawały jej charakteru. Stała w oknie więc każdy przechodzień, mógł zobaczyć jej światło w nocy. Nawet się nie zorientowaliśmy a dochodziła już 18. Umyliśmy ręce i wkroczyliśmy do naszego królestwa, kuchni. Zrobiliśmy kolacje i runęliśmy przed telewizorem, raz spoglądając na ekran, raz na naszą piękną choinkę, stojącą obok.
_____________________
Dzisiaj tak troszkę wcześniej c; Mamy nadzieję, że rozdział się podoba :)
Pozdrawiamy ! ;*